Powroty i smak jabłecznika

IMG_4324

Dość dawno mnie tu nie było. Początkowo czułam ulgę, że zawiesiłam PG. Brakowało mi chęci, czasu, a przede wszystkim nie czułam radości w prowadzeniu tego miejsca. Sama nie wiem, czego oczekiwałam wtedy i zarazem na co liczę teraz, publikując coś po tak długim okresie czasu.  Nadal nie mam zbyt wiele czasu, rzadko szukam nowych inspiracji kulinarnych, bazując na tym, co sprawdziłam już nie raz. Mimo to, powróciłam, z postanowieniem, że od czasu do czasu, podzielę się tym, co akurat wydaje mi się ważne i warte przekazania dalej. Zatem witam się i zapraszam ponownie w moje skromne progi.

IMG_4306

Kocham sezonowość za to, że daje mi to, co najlepsze w danej chwili. Każdy miesiąc ma coś, co jest wyjątkowe w smaku i aromacie. Dlatego ten wpis chcę poświęcić na jabłka i cudowny jabłecznik. Ten rok jest dla mnie znaczący, jeśli chodzi o tematykę związaną z jabłkami, sadem, kwiatami jabłoni, pszczołami i ulami.

IMG_4313

W temacie jabłek: od rodziców dostałam ich działkowe papierówki: małe, niepozorne, o cudownym aromacie oraz delikatnym, kwaskowatym, ale i słodkim miąższu. Wykorzystałam je do jabłecznika po włosku. Przepisem dzieliłam się już wcześniej (klik). Tym razem, posypałam go nie tylko domowym cukrem waniliowym, ale i kwiatami lawendy.

IMG_5028

IMG_5031

IMG_5040

IMG_5043

IMG_5047

Przerwa…

Na blogu cisza i niestety chwilowo tak będzie.
Trochę trudny czas nastał, kiedy brakuje czasu na uaktualnianie bloga i wstawianie nowych wpisów. Brakuje też apetytu na nowe smaki, gotowanie i cieszenie się jedzeniem.
Brakuje radości z gotowania i tego, co kiedyś tę radość dawało. Jeśli się polepszy, pewnie wrócę tu z nowym wpisem i mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze będzie na mnie czekać.

do pgg

Początek roku (chleb pasterski)

IMG_3965

Prostota wydaje się czymś najlepszym. Po okresie świątecznym, przepełnionym jedzeniem, gwarem rozmów i obfitością, pragnie się spokoju, ciszy i zwykłego, ale dobrego jedzenia.

Włóczykije szukają spokoju w górach, ciesząc się bielą śniegu i widokami, o jakich można tutaj, nad morzem, pomarzyć. Wędrują, żyją blisko natury i aparatem zapisują wspomnienia, aby móc się nimi podzielić z bliskimi.

Z początkiem roku, życząc Wam wszystkiego, co najlepsze i najpiękniejsze, zostawiam Was z jednym z piękniejszych widoków gór oraz przepisem na zwykły i prosty chleb pasterski (przepis znalazłam tutaj – klik).

góry

Chleb pasterski

IMG_3950

Składniki na 1 duży bochenek

Składniki na tzw. sponge:
5 g świeżych drożdży
230 ml ciepłej wody
130 g mąki pszennej chlebowej
10 g cukru

Składniki na ciasto właściwe:
5 g drożdży
100 ml wody
3 łyżki oleju
330 g mąki pszennej chlebowej (użyłam zwykłej, bo tylko taką miałam)
1,5 łyżeczki soli

IMG_3953

IMG_3958

  • Wszystkie składniki sponge mieszam, aby powstała jednolita masa (można użyć miksera). Przykrywam miskę ściereczką i odstawiam w ciepłe miejsce na 1,5-2 godziny, aby masa urosła i pojawiły się w niej bąbelki powietrza.
  • Po tym czasie przygotowuję ciasto właściwe – robię zaczyn z drożdży, łyżki mąki i łyżki wody. Mieszam te składniki i odstawiam na 10 minut w ciepłe miejsce. Kiedy zaczyn urośnie, dodaję go do miski ze sponge. Wsypuję resztę mąki, dolewam wodę i olej. Zaczynam wyrabiać ciasto (również można użyć miksera, ale na niskich obrotach).
  • Kiedy ciasto zacznie się formować wsypuję sól i dalej wyrabiam (przy użyciu miksera: zwiększam obroty na średnie i miksuję 5 minut). Ciasto powinno być gładkie, delikatnie lepkie, ale odchodzić od ścianek miski. Przekładam je do nasmarowanej olejem miski, przykrywam ściereczką i odstawiam na 1,5 godziny, do podwojenia objętości, w połowie czasu składając ciasto.
  • Wyrośnięte ciasto przekładam na blat posypany mąką. Ciasto rozpłaszczam i formuję okrągły bochenek. Przykrywam go ściereczką i zostawiam do podrośnięcia na około 40 minut.
  • W tym czasie nagrzewam piekarnik do 200 stopni. Jeśli używamy żeliwnego garnka (z przykrywką), to wstawiamy go do piekarnika, aby się nagrzał. Kiedy piekarnik osiągnie żądaną temperaturę, zdejmujemy pokrywkę, przekładamy chleb do garnka, nacinamy żyletką wierzch chleba na krzyż i przykrywamy pokrywką i wstawiamy do piekarnika.
  • Ja używałam naczynia ceramicznego i po prostu przełożyłam do niego ciasto, zrobiłam nacięcia, przykryłam przykrywką i włożyłam do nagrzanego piekarnika.
  • Chleb piecze się 30 minut, po tym czasie zdejmuję pokrywkę i dopiekam kolejne 10 minut, aby zarumienić wierzch chleba. Wyjmuję z garnka i studzę.

IMG_3963

IMG_3995

Inspiracje grudniowo-styczniowe

IMG_20180210_093739_565

Zapasy świątecznego jedzenia znikły w brzuchu wraz z dzisiejszym śniadaniem… Żal tych wszystkich pierogów z kapustą i grzybami, barszczyku, ciast i pierników. Żal maminego jedzenia, tzw. „wałówki”, bez którego nie da się wyjechać z domu rodzinnego (jak tu nie kochać Mamci?), które również szybko znalazło miejsce na talerzu i równie szybko z niego zniknęło. Został jedynie bigos, schowany do zamrażarki, na czarną godzinę, kiedy nie będzie ani czasu, ani chęci na gotowanie.

Zatem jeszcze przed Nowym Rokiem, zaczynam sobie powoli postanawiać, że usprawnię nieco swoją dietę oraz wrócę do ćwiczeń, ale i utrzymam rytuały, które są dobre dla mojego ciała.  A zatem: więcej osiędbania w 2020 roku.

Zostawiam Was z kilkoma inspiracjami. Mam nadzieję, że wybierzecie z tego coś dla siebie 🙂

inspi gru-sty

1. Napar z imbirem w roli głównej

IMG_20191228_074350_113

Kilka plasterków imbiru zalewam wrzątkiem, a potem dodaję 2-3 goździki. Dalej są już różne kombinacje smakowe: wyciskam sok z grejpfruta lub limonki, dodaję plastry pomarańczy i dosładzam miodem (jak napar lekko ostygnie). Napar piję, kiedy jest jeszcze mocno ciepły, na czczo. Potem dopiero zabieram się za przygotowanie śniadania.

Warto spróbować, czy to jest to dobre rozwiązanie dla naszego ciała. Imbir i goździki mają działanie przeciwzapalne i przeciwbólowe, a do tego świetnie rozgrzewają. Na zimowe poranki może to być lepsze, niż woda z samą cytryną.

2. Napar z kurkumy

Tego jeszcze nie próbowałam, ale kurkuma to jeden z lepszych naturalnych antybiotyków, więc z pewnością po niego sięgnę. Przepis jest dostępny tutaj. Myślę jednak, że dodam do niego szczyptę pieprzu, który zwiększa jej przyswajalność.

3. Miejsce, w którym rządzi joga i zdrowe jedzenie

Miejscem tym jest strona prowadzona przez Natalię Knopek: Simplife. Jeśli klikniecie w zakładkę „Tu Zacznij”, to znajdziecie coś, co można nazwać mapą strony i szybko znajdziecie to, czego szukacie.

Natalię możecie też znaleźć na Facebooku i Instagramie.

4. Joga a menstruacja – ciekawy artykuł

Jeśli chodzi o to, co ciekawego przewinęło się w Internecie, to na pewno mogę zaliczyć do tego artykuły z Hello Zdrowie (poza tym, mają sporo ciekawych przepisów na niebanalne potrawy).

Jeden z artykułów dotyczy jogi i menstruacji: czy warto i czy można itd (klik). Odpowiedzi udziela wspomniana wcześniej Natalia.

5. Joga na „te dni” i nie tylko

Jeśli zdecydujemy, że w te dni chcemy pojogować (ale bez szału), możemy popróbować jogi w wersji relaksacyjnej klik. Ogólnie chętnie posiłkuję się filmikami Małgosi Mostowskiej, więc może i Wy znajdziecie coś dla siebie, np. joga na ból głowy, joga na poświąteczny detoks.

Bardzo przyjemna jest też medytacja dla początkujących, pozwala wyciszyć umysł, a trwa zaledwie dziesięć minut 🙂 klik

6. Ten kto mnie zna, wie że Islandia jest czymś, co mnie fascynuje i marzę, aby kiedyś tam pojechać (i pomarudzić, że mi zimno i wieje). Uwielbiam zatem wszystko to, co pozwala mi przybliżyć tę magiczną krainę. Tutaj (klik) jest piękna islandzka fotorelacja.

7. Muzyczna podpowiedź od Womens Health, co słuchać, kiedy ćwiczymy. Propozycje są różne, w zależności, co robimy (joga, bieganie lub spinning) – klik.

8. Muminki

Jako że Muminki uwielbiam w każdej postaci, polecam to, co jest z nimi związane. Natomiast, jeśli jeszcze wiąże się z kuchnią, to satysfakcja jest gwarantowana. Tym razem polecam bardzo fajnie napisany tekst z bloga Fasola z papryką „Wstęp do kuchni fińskiej według Muminków”. Opisywaną tam książkę „Moomins Cook Book: An Introduction to Finnish Cuisine” posiadam i polecam 🙂

9. Słowa mają moc i mogą ranić. Dlatego warto się czasem zastanowić, czy to, o co pytamy, nie sprawia przykrości (choć może nieświadomie) drugiej osobie… Ważny artykuł „Mam 30 lat i nie mam dzieci. Wiesz dlaczego?” można przeczytać tutaj.

10. Kolejne miejsce, w którym słowo ma moc, ale już bardzo pozytywną, znajdziemy na Facebooku Nepenthe (@Nepenthe.DZ). Dużo pozytywnej energii i wsparcia, polecam.

Przedświęta

do pg

Dni przedświąteczne jakoś zawsze bardziej do mnie trafiają, niż same święta… Im bliżej godziny zero, tym więcej we mnie melancholii.

Dzisiaj działałam w kuchni od samego rana. Najpierw robiłam śledzie z suszonymi pomidorami, a potem tradycyjnie pierniczki last minute oraz paszteciki z kapustą i grzybami. Znalazł się także czas na przepis eksperymentalny na ciasto cynamonowe z chałwą, skórką pomarańczową i piankami ptasie mleczko (znalazłam go w KUKBUKU). W smaku jest naprawdę smaczne, ma coś w sobie 😉

Poza kuchnią, miałam mnóstwo innych spraw do załatwienia i nagle okazało się, że jest po dwudziestej 😐 Zasiadłam zatem przy stole, zapakowałam prezenty, nalałam sobie kieliszek białego wina, zjadłam parę kawałków pizzy z pieczarkami (bardzo świątecznie 😉 i spisuję w notesie, co jeszcze muszę ogarnąć zanim zbiorę się do snu.

Spokojnych Świąt życzę 🙂

IMG_20181222_181450_286

Kaczka w sosie śmietanowo-grzybowym

IMG_3202

„Była późna jesień. Włóczykij szedł dalej na południe, lecz co jakiś czas rozstawiał namiot i pozwalał dniom mijać, jak chcą, chodził sobie i przyglądał się różnym rzeczom, nic nie myśląc i nic nie pamiętając, i dużo spał. Zachowywał ostrożność, ale niczym się właściwie nie interesował i nie obchodziło go, dokąd idzie – chciał tylko iść dalej.” Tove Jansson „Dolina Muminków w listopadzie”

Listopad się skończył.
Miesiąc melancholii, którą nasiąkłam do szpiku kości. Tęsknota za domem rodzinnym, nadmiar obowiązków, stres i szybko zapadające ciemności, wszystko to dodatkowo nie pomagało. Jednak ratunkiem były magiczne momenty, ludzie i miejsca, które dawały wytchnienie. Listopad stawał się wtedy inny, lepszy, w którym mgły i światło lampki nocnej rozgrzewały serce. Nawet najczarniejsze dni nabierały sensu, uroku i znaczenia.

IMG_2976

IMG_3035

IMG_3032

IMG_3004

Kulinarnie: kaczka w sosie śmietanowo-grzybowym. Bazowałam na przepisie Karola Okrasy, który w oryginale przewidywał perliczkę, a potrawa nosiła miano potrawki z owej perliczki z podgrzybkami.

Z dostępnością perliczki miałam problem, więc postawiłam na kaczkę. Kupiłam całą i podzieliłam ją na części. Do potrawy trafiły piersi, udka i skrzydełka, a korpus i spółka poszły na rosół.

IMG_3198

Składniki:

1 perliczka (u mnie 1 kaczka)

1 pęczek świeżego tymianku (drobno posiekany)

sól, pieprz, olej

2 cebule dymki, pokrojone w drobną kostkę

2 ząbki czosnku, posiekane

1 łyżeczka mielonego kminku

400 g świeżych lub mrożonych podgrzybków, pokrojonych

200 ml słodkiej śmietanki 30%

woda

1 cytryna

Przygotowanie:

  • Kaczkę dzielę na kawałki Posiekany tymianek rozcieram z solą. Mięso marynuję w tymianku, soli, pieprzu, dokładnie nacierając każdy kawałek.
  • Na rozgrzanym oleju rumienię zamarynowane kawałki mięsa. Potem przekładam  je z patelni w ciepłe miejsce.
  • Pokrojone dymki i czosnek przesmażam na tłuszczu ze smażenia mięsa, doprawiając wszystko roztartym kminkiem i solą. Kiedy cebula i czosnek się zeszklą, dorzucam grzyby. Kiedy całość się podsmaży, dodaję mięso. Całość duszę przez chwilę i zalewam śmietaną oraz odrobiną wody i sokiem z cytryny. Duszę jeszcze ok. 40 minut.

IMG_3196

Pieczone curry z pieczarkami

IMG_2226

Jesień w toku, a ja mam wrażenie, że mija zbyt szybko, że liście błyskawicznie zmieniają swój kolor i ostatecznie opadają z drzew, tworząc szeleszczące dywany.

Końcówka października niesie z sobą sporo smutków, melancholii i pragnień o lepsze dni…

IMG_1280-1

IMG_1287-1

P2041549-2-2

Parę lat temu widziałam fragment filmu „Smak curry”, który leciał na Ale Kino. Zaintrygowała mnie historia menażkowo-listownej przyjaźni dwójki nieznajomych, którzy choć nie znają się, to właśnie dzięki anonimowości, łatwiej zwierzają się sobie z sekretów, rozmawiają o życiu, szczęściu i nieszczęściu. Tego typu znajomość staje się dla nich niczym terapia, która pomaga im uporać się z ich problemami i wnosi wiele zmian w ich życiu. Chętnie obejrzę ten film raz jeszcze…

Jeśli chodzi o curry, to jego różne rodzaje gotowałam i jadałam ze smakiem (z kurczakiem, fasolką i pomidorami; z ciecierzycą, pomidorami i fasolką szparagową; z bakłażana; żółte curry pukka; tajskie czerwone z łososiem; z kalafiorem i pomidorami; a nawet mam ulubiony przepis na kapustę curry). Oczywiście ugotowałam ich znacznie więcej, ale nie wszystkie trafiały na blog. Czasem po prostu nie było czasu na robienie zdjęć, albo miałam ochotę zjeść coś tylko i wyłącznie dla siebie. Siadałam wtedy na podłodze, podpierając się plecami o kanapę i zajadałam gorące curry z talerza, popijając kieliszkiem białego wina. Chwila błogości, kontemplacja smaku i aromatu.

Na blogu Cook Republic (musicie zobaczyć te piękne zdjęcia!) znalazłam kolejny przepis na curry, ale tym razem całość robi się nie tylko na jednej patelni od początku do końca, ale i w piekarniku (dla mnie nowość). Bardzo ciekawy patent, a smak idealny.

IMG_2225

Składniki:

3 łyżki oleju/oliwy

1 por; jego biała część cienko posiekana

2 ząbki czosnku; zmiażdżone

1 łyżka startego imbiru

1 czerwona papryczka chilli; posiekana na cienkie plasterki (u mnie pół łyżeczki pasty sambal oelek)

1 łyżeczka nasion czarnej gorczycy

1 łyżeczka nasion kozieradki

500 g pieczarek (lub mieszanka różnych grzybów: portobello, kurek itp.); cienko pokrojone w plasterki

1-2 łyżeczki curry

3 pomidory pokrojone w kostkę

300-400 ml mleka kokosowego

1 łyżka chutneya z mango (u mnie z papryki)

sól do smaku

opcjonalnie: kilka plasterków chilli  oraz posiekanej kolendry, do dekoracji

Przygotowanie:

  • Piekarnik rozgrzewam do 200 stopni C.
  • Do potrawy będzie potrzebna wysoka patelnia lub naczynie żaroodporne. Na patelnię wylewam 2 łyżki oleju i dodaję por, czosnek, imbir, chilli, nasiona gorczycy i kozieradki. Mieszam i wkładam do nagrzanego piekarnika na 5 minut. Nasiona zaczną uwalniać aromaty, a por się skarmelizuje.
  • Wyjmuję patelnię z piekanrika, dodaję grzyby wraz z łyżką oleju i przyprawą curry. Mieszam i wkładam do piekarnika na 10 minut.
  • Ponownie wyciągam patelnię z piekarnika. Dodaję pomidory, mleko kokosowe, chutney i sól. Mieszam i wkładam do piekarnika na 25-30 minut. Curry powinno uzyskać ciemniejszy kolor. Wyciągam je z piekarnika. Można je posypać kolendrą i plasterkami chilli; do potrawy nadaje się np. brązowy ryż.

Październikowe Inspiracje

IMG_20190729_130636Jesień bez przeziębienia? Nie w moim przypadku. Ledwo dotarłam do połowy października i już mnie coś dopadło… Zawinięta szczelnie w koc oraz szal wokół szyi, popijam sok z owoców czarnego bzu i tworzę ten wpis. Pierwotnie miało być połączenie inspiracji miesiąca oraz konkretnego przepisu kulinarnego. Z braku sił jednak, pozostanę tylko przy inspiracjach.

1. Trzy książki, do których warto sięgnąć.

Pierwsza z nich, to „Lekcje pływania” Claire Fuller. Moja Mamcia wydobyła ją z bezdusznie wielkiego, hipermarketowego pudła, wypełnionego różnymi książkami. Udało się jej kupić ją za bardzo dobrą cenę. W książce odpowiadało mi właściwie wszystko, choć teoretycznie była to rodzinna historia, jakich wiele. Jednak miała coś w sobie, co sprawiło, że pochłonęła mnie do ostatniej strony.

IMG_20190802_184415

Kolejne dwie książki są pozycjami związanymi ze sztuką kulinarną. Obie są autorstwa Niki Segnit. Polecam je, bo są nietypowe, zwłaszcza „Leksykon smaków”. Książka jest nazywana „biblią smaków”; Niki wybrała 99 produktów i podzieliła je na grupy wg „tożsamości smaku”, np. pieczony (czekolada, kawa, orzeszki ziemne), mięsny (kurczak, wieprzowina, wątroba), ziemisty (kumin, grzyby, buraki), morski (kawior, ostrygi, skorupiaki, białe ryby), leśny (orzechy laskowe, dynia piżmowa). Dalej, połączyła poszczególne składniki w pary i stworzyła własne smakowe „koło smaków” (kombinacji smakowych jest więc mnóstwo). Opisuje co z czym dobrze się łączy, a co kompletnie nie pasuje; przytacza swoje wspomnienia, anegdoty, historie oraz dzieli się przepisami. Dzięki niej odkryłam recepturę na „poulet au Comté”: „Podzielić kurczaka na ćwiartki i lekko poprószyć mąką, solą i pieprzem. Obrumienić mięso na maśle, wyjąć z patelni i trzymać w cieple. Wlać na patelnię 300 ml białego wytrawnego wina z dodatkiem 2 łyżek ostrej musztardy, doprowadzić do wrzenia i starannie wymieszać. Polać tym sosem kurczaka w naczyniu żaroodpornym i piec 40 minut w temperaturze 200 stopni C, przewracając kilka razy na drugą stronę. Posypać 100 g drobno startego sera comté i wstawić z powrotem do piekarnika na około 5 minut, aż ser zacznie się rumienić. Podawać z gotowanymi ziemniakami lub ryżem.” (ja lubię do tej potrawy kawałek świeżej bagietki).

Druga książka Niki, to „Sztuka gotowania” i jest to książka kucharska, która mogłaby zastąpić wiele innych, które uczą gotowania. W tej pozycji, gotowanie to zabawa smakiem, bez odmierzania proporcji i ustalonych połączeń; uczymy się gotować w sposób naturalny i intuicyjny. W książce jest 77 podstawowych receptur, których opanowanie pozwoli na dalsze popisy w kuchni. Jest po prostu rewelacyjna.

IMG_20190826_174317_292

2. Strona internetowa RUSTIC. MEETS. VINTAGE. Przytulne miejsce z pięknymi zdjęciami, od których nie można oderwać oczu.

„Escape to a cabin and dream. cuddle. play. read. eat. hike. run. bake. ride. sleep. drink. create. listen. watch. think. Greetings! I live in a log cabin in the foothills of the Blue Ridge Mountains. This blog is a curation of inspiring photography that captures the feeling of living in a rustic cabin in the woods.”

3. Coś dla osób cierpiących na migrenę oraz dla ich bliskich. Artykuł „Moje życie z migreną„.

4. Muzycznie: Kwiat Jabłoni. Znacie ich? Podoba się Wam ich muzyka tak bardzo jak mi? 🙂

5. Miejscówka na jesień: Uboga Krewna (Gdynia). Jest to przytulne miejsce, które żyje zgodnie z porami roku. O tej porze możecie spodziewać się pysznych naparów i jesiennych ciast. Jest wyjątkowo, oryginalnie i jak dla mnie idealnie.IMG_20190829_192247

6. Ostatnio sporo się mówiło o „Przyjaciołach”, a ja niedawno odkurzyłam „Gilmore Girls„. Oglądam go zupełnie nieśpiesznie, po jednym odcinku raz na jakiś czas…

IMG_20190830_213848

7. Jesień to czas zup! Dyniówkę mogłabym jeść na przemiennie z rosołem i pomidorówką (ta ostatnia w różnych wersjach). Polecam również bardzo sycącą kartoflankę i zupę serową.

IMG_20190429_142137_342

To by było na tyle. Miłego wieczoru 🙂

Kryzysowa niedziela

IMG_2428

„W życiu pada wiele pytań, na które czekolada przynosi odpowiedź” Nigella Lawson

Są takie dni, kiedy ma się ochotę na domowe ciacho (czyli często). Jednak zdarza się (również często), że albo brakuje jakiegoś istotnego składnika, albo jest niedziela i nie ma za bardzo gdzie pójść bo zakupy albo nie ma się za bardzo czasu na długie przesiadywanie w kuchni 😉 Ratunkiem może być ekspresowe i proste ciasto czekoladowe, które znalazłam w książce „Audrey w domu” (aut. Luca Dotti).

Audrey Hepburn uwielbiała czekoladę i zawsze miała ją pod ręką w kredensie. Była jej sposobem na przegonienie smutku i do tego, zajmowała w jej kuchni istotne miejsce. Syn aktorki, Luca, wspomina w książce ciasto czekoladowe z bitą śmietaną, które piekła Audrey. On zaś zakradał się do spiżarni, aby „skubnąć” trochę ciasta, które smakowało jeszcze lepiej na drugi dzień.

W książce jest jeszcze jeden przepis na ciasto czekoladowe, które jest specjalnością jego teściowej i żony. Po śmierci matki, jego tęsknota za ciastem czekoladowym i jego wyjątkowym smakiem pozostawała niezaspokojona. Dopiero ten przepis i smak zbliżył go do smaku pamiętanego z czasów dzieciństwa.

Ciasto robi się bardzo szybko i jest to ogromny plus, ponieważ mam dziś dużo pracy, która nie wiąże się z kuchnią. Jeśli chodzi o czekoladę, to użyłam kilku resztek różnych gorzkich (z dodatkiem soli morskiej, z malinami i tradycyjną) i jest to całkiem dobre rozwiązanie 😉

Teraz zasiadam do pracy w towarzystwie pysznego kawałka ciasta i życzę Wam udanego dnia 🙂

IMG_2427

Składniki (po kilku zmianach):

180 g gorzkiej czekolady

90 g masła i  trochę do posmarowania formy

3 jajka

170 g cukru

25 g mąki (tak, tylko tyle)

3 łyżki wody

do posypania: cukier puder

Przygotowanie:

  • W rondelku rozpuszczam na małym ogniu masło i dodaję pokruszoną czekoladę. Odstawiam do ostudzenia.
  • W misce mieszam jajka z cukrem, potem dodaję mąkę i wodę, a na końcu masę czekoladową. Mieszam całość i przelewam do formy (wsmarowanej masłem i lekko oprószonej bułką tartą; można wyłożyć papierem do pieczenia).
  • Ciasto piekę ok. 20-24 minuty w temperaturze 200 stopni C. Kiedy ostygnie, posypuję je cukrem pudrem.

IMG_2425

IMG_2430

Brownie z jeżynami

IMG_2350

Niedzielny wieczór w toku: przed chwilą spadł deszcz i przyniósł ulgę po upalnym dniu, w oddali zaś słychać burzowe odgłosy. To była trudna niedziela, przepełniona bólem, osłabieniem i żalem, że musiałam zrezygnować z planów na ten dzień.

Mam nadzieję, że Wasza niedziela była o wiele lepsza i dobrze wykorzystaliście ten słoneczny i ciepły dzień 🙂

P1281502

IMG_2422

Jakiś czas temu robiłam przegląd stron internetowych, które zapisałam aby móc do nich wrócić za jakiś czas. Jedną z nich był blog Rustykalna kuchnia i zapisany przepis na brownie owsiane z kremem jeżynowym. Zdjęcia na blogu są tak obłędne i kuszące, że przekonały mnie do wypróbowania przepisu. Chociaż ciasto jest już tylko wspomnieniem, to wartym podzielenia się nim. Było pyszne, a poza tym uważam, że jest ono ukłonem zarówno dla odchodzącego lata, jak i dla zbliżającej się jesieni. Warto spróbować, zwłaszcza, że jego przygotowanie nie jest skomplikowane.

IMG_2342

IMG_2355

Składniki i przygotowanie brownie:

200 g gorzkiej czekolady (70% kakao)
150 g masła
1 łyżka kakao ciemnego niesłodzonego
4 jajka
180 g drobnego cukru
1 łyżeczka cukru waniliowego
160 g mąki owsianej (zmielonych bardzo drobno płatków owsianych)

Czekoladę i masło rozpuszczam w rondelku na małym ogniu (lub w kąpieli wodnej). Dodaję następnie kakao i cukier i dokładnie mieszam. Odstawiam do wystudzenia. Potem dodaję pozostałe składniki: jajka, które dokładnie łączę z masą czekoladową, cukier waniliowy, a na samym końcu mąkę. Wszystko można bez problemu wymieszać za pomocą dużej łyżki. Przekładam ciasto do okrągłej foremki o średnicy około 20-23cm (u mnie forma na tartę z wyjmowanym dnem) i wstawiam do gorącego piekarnika na 35 minut. Temperatura pieczenia to 175 stopni C.
 
IMG_2348

Składniki i przygotowanie kremu jeżynowego:

250 g mascarpone (temperatura pokojowa)
100 g miękkiego masła
ok 5 łyżek konfitury jeżynowej (u mnie jagodowa, która wydawała się lepszym rozwiązaniem niż sklepowy dżem jeżynowy o słabym składzie; tylko to miałam do wyboru).

Mascarpone rozcieram z miękkim masłem, po czym dodaję po łyżce konfiturę. Mieszam do połączenia się składników i wstawiam do lodówki żeby nieco stężało. Po około godzinie na krem można nałożyć na upieczone brownie i przybrać świeżymi owocami i miętą.

Dekoracja: garść świeżych jeżyn, kilka świeżych listków mięty

Ciast najlepiej smakuje następnego dnia.

IMG_2345

IMG_2344

IMG_2349

Książkowo i kulinarnie („Wariat na wolności”; pęczak z kurkami w sosie kokosowo-tymiankowym)

IMG_2334

W powietrzu czuć zbliżającą się zmianę pory roku, zwłaszcza o poranku. Stojąc na przystanku, rzucają się w oczy kolory jesieni: coraz bardziej miodowe i lekko zamglone słońce, złote nawłocie, fioletowe śliwki, a w powietrzu czuć wilgoć i zbliżający się wrzesień.

Czuję ostatnio zmęczenie i przepracowanie; od października ciąg dalszy edukacji, lista „rzeczy do zrobienia” się wydłuża, tylko doba trwa niezmiennie 24 godziny. Najbardziej żal mi tego, że „osiędbanie” odstawiłam na dalszy plan i zdrowie zaczyna szwankować. Trzeba się wziąć w garść i wrócić do dawnych rytuałów w kwestii ciała i duszy.

kkkk

Książkowo: „Wariat na wolności” Wojciech Eichelberger

IMG_2406

Osoba Wojciecha Eichelbergera jest mi znana głównie z czasów, gdy czytałam „Zwierciadło”, na którego łamach dzielił się swoją wiedzą psychologiczną . Kiedy pojawiły się pierwsze zapowiedzi jego książki-autobiografii, pomyślałam że chętnie dowiedziałabym się o Nim czegoś więcej. Dzięki Wydawnictwu Znak Literanova, mogłam przeczytać tę książkę szybciej, niż myślałam.

Pan Wojciech nie był do końca przekonany, aby wydać swoją autobiografię, ale wiedział, że mimo wszystko jest „więźniem zbiorowej wyobraźni”, ponieważ jest znany i dla niektórych osób chęć szczegółowego poznania jego życia może być interesująca. Ostatecznie miał się przekonać do tego pomysłu po usłyszeniu słów: „Niech się pan tak nie przejmuje, autobiografie piszą tylko ci, którzy mają słabe widoki na to, że ktoś kiedyś zechce zadać sobie trud pisania ich biografii”.

Książka dzieli się na 13 rozdziałów, a każdy z nich dotyczy konkretnych zagadnień i wspomnień z życia Pana Eichelbergera. Porusza w nich różne istotne dla niego kwestie: powrót do korzeni, nieobecność ojca, dorastanie w czasie wojny, wchodzenie w dorosłość, zainteresowanie psychoterapią, związki, zakładanie rodziny, zainteresowanie się duchowością i mistycyzmem oraz poruszenie tematu starości i śmierci. Z tego wszystkiego otrzymujemy obraz zwykłego człowieka, który nie różni się niczym od nas. Uczył się na swoich błędach i dość często można było powiedzieć, że „szewc bez butów chodzi”, w odniesieniu do wykonywanego zawodu, a problemów, z którymi się zmagał. Ludzka strona znanego psychologa jest czymś, co sprawia, że autobiografia jest autentyczna i dobrze się ją czyta.

Warto dodać, że wspomnienia autora uzupełnione są wywiadem-rozmową, który przeprowadza z nim pan Wojciech Szczawiński, dziennikarz i filozof; wcześniej została wydana książka „Warto mimo wszystko”, w której przeprowadza wywiad-rzekę z panią Anną Dymną.

Kulinarnie: pęczak z kurkami w sosie kokosowo-tymiankowym

IMG_2335

Przepis wydawał mi się niezwykle intrygujący: swojski pęczak, tymianek i kurki w połączeniu z mlekiem kokosowym oraz rumiankiem (!). Byłam ciekawa, jak może smakować ta potrawa… Nie zawiodłam się, całość była kremowa, dobrze doprawiona, syta i nadzwyczajnie smaczna. Polecam 🙂

Przepis znalazłam tutaj.

Składniki:

1 szklanka kaszy pęczak (suchej)
300 g świeżych kurek
garść świeżego tymianku
garść świeżego rumianku (albo 2 saszetki suszonego)
2 ząbki czosnku
4 łyżki oleju
1 puszka mleczka kokosowego
kilka kropel soku z limonki
sól, świeżo zmielony czarny pieprz
garść orzechów włoskich

IMG_2326

Przygotowanie:

  • Kaszę dokładnie płukam pod bieżącą wodą, zalewam 2,5 szklankami wody, dodaję 1 łyżkę oleju, rumianek i kilka gałązek tymianku; gotuję do miękkości – około 20 minut. Pęczak odcedzam z reszty wody, usuwam rumianek (jeśli używam świeżego) i tymianek z kaszy. Odstawiam w ciepłe miejsce.
  • Orzechy nie za mocno siekam i podprażam na suchej, rozgrzanej patelni (2-3 minuty). Kurki czyszczę (tak, jak tutaj); jeśli są duże – kroję w drobniejsze kawałki. Wrzucam na rozgrzany olej  i podsmażam przez 5 minut, cały czas mieszając. Dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek i poszatkowany drobno tymianek. Zalewam mleczkiem kokosowym i gotuję bez przykrycia przez kolejne 5-7 minut (aż kurki będą miękkie). Dodaję sól i dużą ilość czarnego, świeżo zmielonego pieprzu. Na koniec gotowania skrapiam sokiem z limonki, mieszam całość.
  • Kaszę polewam sosem kurkowym i posypuję prażonymi orzechami; dekoruję świeżymi listkami tymianku.

Sierpniowe Inspiracje

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kiedyś pojawiały się na blogu „inspiracje miesiąca”, w których dzieliłam się z Wami tym, co mnie zaciekawiło i się spodobało. Z braku czasu i nadmiaru obowiązków, inspiracje przestały się ukazywać. Teraz do nich wracam, choć nie obiecuję, że będą się ukazywać regularnie, ale z pewnością będą się ukazywać częściej. Zapraszam 🙂

IMG_0194

1. Muzyka w serialach to coś, co pozwala na wyszukanie naprawdę dobrych utworów muzycznych. Serial „Elementary” jest tego najlepszym przykładem (ale też „Lucyfer”, „Riverdale””Kryminalne umysły” itd.). Znalazłam ciekawą stronę, na której można znaleźć utwory z konkretnego serialu, sezonu i odcinka (zresztą można tam znaleźć nie tylko serialową muzykę, ale filmową, z programów i gier). Tę całkiem przydatną stronę (Tunefind) znajdziecie tutaj: klik.

2. Ciekawe miejsce, na którym można pooglądać inspiracje wnętrz. Niektóre robią ogromne wrażenie 🙂 Strona nazywa się „Fuck Yeah! Decor” klik.

3. Coraz bardziej ciekawi mnie ajurweda. Czytam artykuły i książki, które poruszają ten temat. W sieci najbardziej inspirująca pod tym względem jest Blimsien. Polecam Wam zajrzenie na jej stronę jeśli interesujecie się ajurwedą, „osiędbaniem”, a także jeśli szukacie ciekawych wege-inspiracji kulinarnych. Jeden z jej wpisów, który polecam jest tutaj: klik.

4. Coś dla osób cierpiących na migreny: joga na ból głowy klik. Film przygotowany został przez Małgorzatę Mostowską. Z pewnością przynosi ulgę, ale oczywiście najgorzej przemóc ból, wstać z łóżka i siąść na matę… Warto przejrzeć również inne filmy na jej kanale na YT.

5. Herbiness – idealne miejsce dla osób, które skłaniają się ku naturze, interesują się roślinami i tym, co można z nich pozyskać. Prowadzi je Inez, dyplomowana fitoterapeutka. Na stronie jest sporo przepisów, z których sama korzystałam, np. tu

6. Green Morning – to kolejne ciekawe, kolorowe miejsce, w którym można znaleźć mnóstwo wegetariańskich przepisów. Prowadzi je Kinga Błaszczyk-Wójcicka, kucharka z zamiłowania i fotografka z zawodu. Korzystałam z jej przepisów, np. tu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bigos z młodej kapusty, z kiełbasą i koperkiem

IMG_2245

Nadszedł czas urlopu. Jestem zmęczona, bo sytuacja w pracy była dość ciężka. Druga praca jest na szczęście satysfakcjonująca i od niej nie mam urlopu, na co jednak nie narzekam. Chyba nie potrafię odpoczywać, wciąż mnie goni wewnętrzne ADHD… Może po prostu się boję wyciszyć?

Ostatnie dni wypełnione ogromem miłości od A. Moja mała księżniczka, która uważa mnie za kogoś wyjątkowego, co jest dla mnie niesamowite. Uwielbiam spędzać z nią czas, lubię to, że się ode mnie nie odkleja, że jestem jej ulubioną, najpiękniejszą, najmądrzejszą, najfajniejszą ciocią na świecie. I trochę gdzieś tylko melancholia gniecie w serducho 😦 😦 😦

Nie smęcę już.

Poza Elblągiem i wizytowaniem rodzinnym, był też Gdańsk. Uwielbiam się szwendać po Starym Mieście 🙂 Teraz trwa Jarmark Dominikański, do którego mam sentyment i lubię tam zaglądać każdego roku. Lubię przystanąć przy jakimś ciekawym stoisku, porozmawiać z właścicielem, dowiedzieć się czegoś więcej o tym, co tworzy. W tym roku oczarowało mnie stoisko, z drewnianymi ozdobami w klimacie morskim. Miałam skojarzenie z Tove Jansson i jej wyspą i ogromnie mnie to ujęło. Kupiłam sobie taki domek, marząc, że kiedyś będę mieć taki swój drewniany, mały i dający poczucie bezpieczeństwa DOM…

Tymczasem, zapraszam na kilka gdańskich migawek i na przepis na bigos z młodej kapusty, z kiełbasą i koperkiem.

IMG_2396

IMG_2397

IMG_2387

IMG_2381

IMG_2373

Przepis na szybki i smaczny bigos z młodej kapusty. Oczywiście można go zrobić również z tej nieco mniej młodej 😉 Trzeba ją pogotować nieco dłużej. Warto poszukać dobrej jakości kiełbasy, jej smak ma tu istotne znaczenie.

Kapustę można podawać z chlebem, młodymi ziemniakami lub ryżem (tak! najlepiej basmati).

Przepis pochodzi z ulubionej Kwestii Smaku.

Składniki:

  • 1/2 dużej główki młodej (zielonej) kapusty lub 1 mniejsza
  • 3 łyżki oleju roślinnego
  • 1 cebula
  • 250 g dobrej jakości kiełbasy
  • 1 marchewka
  • 1 i 1/2 szklanki bulionu
  • 1/4 szklanki białego wytrawnego wina (opcjonalnie)
  • 1 listek laurowy
  • 1 łyżeczka kminku
  • 1 i 1/2 łyżki mąki
  • pół pęczka koperku

IMG_2250

Przygotowanie:

  • Kapustę myję i szatkuję. Do szerokiego garnka wlewam połowę oleju i podsmażam posiekaną w kosteczkę cebulę (ma się zeszklić).
  • Dodaję kiełbasę pokrojoną na cienkie półplasterki i chwilę razem podsmażam. Dodaję kapustę oraz obraną i startą na tarce marchewkę. Mieszam całość.
  • Wlewam bulion, wino, doprawiam solą, pieprzem, dodaję listek laurowy i kminek. Mieszam, przykrywam i zagotowuję. Gotuję pod przykryciem przez ok. 15 minut, w międzyczasie 1-2 razy mieszam.
  • Na patelni podsmażam mąkę, gdy zacznie się rumienić wlewam olej i mieszam. Wlewam wywar z kapusty i mieszam, przekładam do garnka z kapustą. Dodaję posiekany koperek, mieszam i zagotowuję.

IMG_2247

IMG_2242

Książkowo i kulinarnie („Mordercza układanka”; kaszotto z kurczakiem i botwinką)

IMG_2289

Lubię mieć dni kalendarza wypełnione różnymi wydarzeniami, planami, zajęciami. Czasem wyszukuję ich sama, a czasem pojawiają się spontanicznie… Ostatnio jednak na co dzień brakuje mi przynajmniej paru dodatkowych godzin lub czasowstrzymywacza 😉 Zatem kiedy tylko mam chwilę wolnego: gotuję, jem, czytam i zamieniam się w Włóczykija.

IMG_20190620_183348_949

kolaz botwinka

W dzisiejszym wpisie znajdziecie kilka słów o książce, która bardzo, ale to bardzo wciąga w swoją treść oraz przepis na kaszotto z kurczakiem i botwinką (możecie pominąć mięso).

Książkowo: „Mordercza układanka” Paul Britton

IMG_2283

Paul Britton to najsłynniejszy brytyjski profiler, który w swoich książkach pasjonująco opowiada o pracy psychologa sądowego. Jak sam pisze w „Morderczej układance”: „(…) pokonałem w wolnym czasie dziesiątki tysięcy kilometrów, przemierzając wzdłuż i wszerz Wyspy Brytyjskie, aby pomóc w setkach śledztw dotyczących morderstw, gwałtów, porwań, podpaleń i wyłudzeń. „Przechadzałem się po umysłach” sprawców i dostarczyłem policji profile psychologiczne, które pozwoliły zawęzić grono potencjalnych morderców i schwytać ich, zanim ponownie kogoś zaatakują.”

Przypadki, jakie przedstawił w książce dobierał z ogromną starannością. Nie starał się dramatyzować i szokować, żeby uzyskać większy efekt. Jego celem było wprowadzić czytelnika w świat, który jest na co dzień dla nich niedostępny.

Książkę czytało się bardzo dobrze, głównie dlatego, że została napisana bardzo przystępnym językiem. Opiera się przede wszystkim na rozmowach prowadzonych z pacjentami. Autor analizuje ich odpowiedzi oraz tłumaczy ze szczegółami, dlaczego pytał akurat o pewne kwestie i co chciał przez to osiągnąć. Jest w tym wszystkim ogromna odpowiedzialność, ponieważ nigdy nie miał pewności, czy danym pytaniem nie zrazi do siebie pacjenta i nie sprawi, że ten z powrotem zamknie się w swoim świecie. Cały czas musi zachować swój profesjonalizm.

Równie często autor wspomina w książce o profilowaniu, zabierając czytelnika na miejsce zbrodni i analizując, dlaczego sprawca zachował się w taki, a nie inny sposób. Dzięki niemu, policja może zawęzić krąg poszukiwań oraz złapać przestępcę.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

Kulinarnie: kaszotto z kurczakiem i botwinką

IMG_2290

Bardzo proste i smaczne danie. Warto je zrobić właśnie teraz, kiedy jeszcze można kupić botwinkę.

Przepis pochodzi z Kwestii Smaku.

IMG_2291

Składniki:
1/3 szklanki kaszy pęczak
3 łyżki oleju
1 cebula
1 por
1 łyżeczka suszonego tymianku
250 g polędwiczek z kurczaka lub 1 pojedyncza pierś
1/3 szklanki białego wina
1 pęczek botwinki z małymi buraczkami
1 i 1/2 szklanki bulionu drobiowego (użyłam rosołu)

Przygotowanie:

  • Na dużą patelnię wsypuję kaszę, dodaję łyżkę oleju i chwilę smażę. W międzyczasie kroję w kosteczkę cebulę, wkładam na patelnię i smażę mieszając od czasu do czasu przez 3 minuty aż cebula się zeszkli.
  • Dodaję pokrojonego na półplasterki pora (białą i jasnozieloną część, dokładnie opłukane). Mieszam, dodaję drugą łyżkę oleju, suszony tymianek i smażę przez ok. 3 minuty.
  • Przesuwam składniki na bok patelni, w wolne miejsce wlewam trzecią łyżkę oleju, dodaję pokrojone w kosteczkę filety z kurczaka, doprawiam solą, pieprzem i obsmażam przez ok. 2 – 3 minuty. W tym czasie składniki obok 1-2 razy mieszam.
  • Wszystkie składniki dokładnie mieszam na patelni i wlewam białe wino, gotuję 2-3 minuty aż odparuje. Następnie dodaję obrane i pokrojone na półplasterki buraczki z botwinki (liście zachować), wlewam gorący bulion. Doprawiam świeżo zmielonym pieprzem i w razie potrzeby solą.
  • Po zagotowaniu przykrywam pokrywką i gotuję przez ok. 20 minut. Po tym czasie dodaję posiekane liście botwinki (wraz z łodyżkami), przykrywam i gotuję kolejne 5 minut. Na koniec mieszam i podgrzewam bez przykrycia jeszcze przez 2 – 3 minuty.

Idealne majowe ciasto rabarbarowe

Nawet nie wiem, kiedy w warzywniaku pojawiły się szparagi, truskawki i rabarbar. Może wszystko przez to, że majowa pogoda nie rozpieszcza, jeśli chodzi o ciepło i ilość słońca… Na szparagi nie mam smaka w tym roku, ale skusiłam się na truskawki i rabarbar. Te pierwsze nie mają jeszcze „tego” smaku, za to rabarbar nie zawiódł 🙂

Na Kwestii Smaku znalazłam przepis na wilgotne ciasto rabarbarowe. Okazało się strzałem w dziesiątkę – jest takie, jak lubię: maślane, wilgotne i lekko kwaskowe. Idealne do kawy lub herbaty 🙂

Składniki:

  • 300 g rabarbaru (ok. 3-4 łodygi)
  • 180 g masła
  • 180 g cukru pudru
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 3 jajka
  • 150 g jogurtu naturalnego
  • 300 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • opcjonalnie: cukier puder do posypania ciasta

Przygotowanie:

  • Jajka, masło i jogurt wyjmuję wcześniej z lodówki, żeby osiągnęły temperaturę pokojową. Rabarbar myję, odcinam zielone liście, a łodyżki siekam na 1 cm kawałki.
  • Piekarnik nagrzewam do 180 stopni C. Masło ubijam z cukrem pudrem i cukrem waniliowym przez ok. 8 minut aż będzie jasne i puszyste.
  • Następnie dodaję jajka i jogurt i wszystko krótko miksuję (masa może się rozwarstwić, ale nie należy się tym przejmować).
  • Mąkę przesiewam do oddzielnej miski razem z proszkiem do pieczenia i mieszam. Przesypuję do ubitej masy i mieszam lub krótko miksuję do połączenia się składników, w gęste i napuszone ciasto, pod koniec dodaję rabarbar i delikatnie mieszam całość.
  • Ciasto wykładam do keksówki o długości ok. 32 cm i wstawiam do nagrzanego piekarnika. Piekę przez ok. 55 minut na złoty kolor (można sprawdzić patyczkiem czy ciasto jest w środku upieczone).
  • Kiedy ciasto ostygnie, można je delikatnie oprószyć cukrem pudrem.