Kaczka w sosie śmietanowo-grzybowym

IMG_3202

„Była późna jesień. Włóczykij szedł dalej na południe, lecz co jakiś czas rozstawiał namiot i pozwalał dniom mijać, jak chcą, chodził sobie i przyglądał się różnym rzeczom, nic nie myśląc i nic nie pamiętając, i dużo spał. Zachowywał ostrożność, ale niczym się właściwie nie interesował i nie obchodziło go, dokąd idzie – chciał tylko iść dalej.” Tove Jansson „Dolina Muminków w listopadzie”

Listopad się skończył.
Miesiąc melancholii, którą nasiąkłam do szpiku kości. Tęsknota za domem rodzinnym, nadmiar obowiązków, stres i szybko zapadające ciemności, wszystko to dodatkowo nie pomagało. Jednak ratunkiem były magiczne momenty, ludzie i miejsca, które dawały wytchnienie. Listopad stawał się wtedy inny, lepszy, w którym mgły i światło lampki nocnej rozgrzewały serce. Nawet najczarniejsze dni nabierały sensu, uroku i znaczenia.

IMG_2976

IMG_3035

IMG_3032

IMG_3004

Kulinarnie: kaczka w sosie śmietanowo-grzybowym. Bazowałam na przepisie Karola Okrasy, który w oryginale przewidywał perliczkę, a potrawa nosiła miano potrawki z owej perliczki z podgrzybkami.

Z dostępnością perliczki miałam problem, więc postawiłam na kaczkę. Kupiłam całą i podzieliłam ją na części. Do potrawy trafiły piersi, udka i skrzydełka, a korpus i spółka poszły na rosół.

IMG_3198

Składniki:

1 perliczka (u mnie 1 kaczka)

1 pęczek świeżego tymianku (drobno posiekany)

sól, pieprz, olej

2 cebule dymki, pokrojone w drobną kostkę

2 ząbki czosnku, posiekane

1 łyżeczka mielonego kminku

400 g świeżych lub mrożonych podgrzybków, pokrojonych

200 ml słodkiej śmietanki 30%

woda

1 cytryna

Przygotowanie:

  • Kaczkę dzielę na kawałki Posiekany tymianek rozcieram z solą. Mięso marynuję w tymianku, soli, pieprzu, dokładnie nacierając każdy kawałek.
  • Na rozgrzanym oleju rumienię zamarynowane kawałki mięsa. Potem przekładam  je z patelni w ciepłe miejsce.
  • Pokrojone dymki i czosnek przesmażam na tłuszczu ze smażenia mięsa, doprawiając wszystko roztartym kminkiem i solą. Kiedy cebula i czosnek się zeszklą, dorzucam grzyby. Kiedy całość się podsmaży, dodaję mięso. Całość duszę przez chwilę i zalewam śmietaną oraz odrobiną wody i sokiem z cytryny. Duszę jeszcze ok. 40 minut.

IMG_3196

Pieczone curry z pieczarkami

IMG_2226

Jesień w toku, a ja mam wrażenie, że mija zbyt szybko, że liście błyskawicznie zmieniają swój kolor i ostatecznie opadają z drzew, tworząc szeleszczące dywany.

Końcówka października niesie z sobą sporo smutków, melancholii i pragnień o lepsze dni…

IMG_1280-1

IMG_1287-1

P2041549-2-2

Parę lat temu widziałam fragment filmu „Smak curry”, który leciał na Ale Kino. Zaintrygowała mnie historia menażkowo-listownej przyjaźni dwójki nieznajomych, którzy choć nie znają się, to właśnie dzięki anonimowości, łatwiej zwierzają się sobie z sekretów, rozmawiają o życiu, szczęściu i nieszczęściu. Tego typu znajomość staje się dla nich niczym terapia, która pomaga im uporać się z ich problemami i wnosi wiele zmian w ich życiu. Chętnie obejrzę ten film raz jeszcze…

Jeśli chodzi o curry, to jego różne rodzaje gotowałam i jadałam ze smakiem (z kurczakiem, fasolką i pomidorami; z ciecierzycą, pomidorami i fasolką szparagową; z bakłażana; żółte curry pukka; tajskie czerwone z łososiem; z kalafiorem i pomidorami; a nawet mam ulubiony przepis na kapustę curry). Oczywiście ugotowałam ich znacznie więcej, ale nie wszystkie trafiały na blog. Czasem po prostu nie było czasu na robienie zdjęć, albo miałam ochotę zjeść coś tylko i wyłącznie dla siebie. Siadałam wtedy na podłodze, podpierając się plecami o kanapę i zajadałam gorące curry z talerza, popijając kieliszkiem białego wina. Chwila błogości, kontemplacja smaku i aromatu.

Na blogu Cook Republic (musicie zobaczyć te piękne zdjęcia!) znalazłam kolejny przepis na curry, ale tym razem całość robi się nie tylko na jednej patelni od początku do końca, ale i w piekarniku (dla mnie nowość). Bardzo ciekawy patent, a smak idealny.

IMG_2225

Składniki:

3 łyżki oleju/oliwy

1 por; jego biała część cienko posiekana

2 ząbki czosnku; zmiażdżone

1 łyżka startego imbiru

1 czerwona papryczka chilli; posiekana na cienkie plasterki (u mnie pół łyżeczki pasty sambal oelek)

1 łyżeczka nasion czarnej gorczycy

1 łyżeczka nasion kozieradki

500 g pieczarek (lub mieszanka różnych grzybów: portobello, kurek itp.); cienko pokrojone w plasterki

1-2 łyżeczki curry

3 pomidory pokrojone w kostkę

300-400 ml mleka kokosowego

1 łyżka chutneya z mango (u mnie z papryki)

sól do smaku

opcjonalnie: kilka plasterków chilli  oraz posiekanej kolendry, do dekoracji

Przygotowanie:

  • Piekarnik rozgrzewam do 200 stopni C.
  • Do potrawy będzie potrzebna wysoka patelnia lub naczynie żaroodporne. Na patelnię wylewam 2 łyżki oleju i dodaję por, czosnek, imbir, chilli, nasiona gorczycy i kozieradki. Mieszam i wkładam do nagrzanego piekarnika na 5 minut. Nasiona zaczną uwalniać aromaty, a por się skarmelizuje.
  • Wyjmuję patelnię z piekanrika, dodaję grzyby wraz z łyżką oleju i przyprawą curry. Mieszam i wkładam do piekarnika na 10 minut.
  • Ponownie wyciągam patelnię z piekarnika. Dodaję pomidory, mleko kokosowe, chutney i sól. Mieszam i wkładam do piekarnika na 25-30 minut. Curry powinno uzyskać ciemniejszy kolor. Wyciągam je z piekarnika. Można je posypać kolendrą i plasterkami chilli; do potrawy nadaje się np. brązowy ryż.

Październikowe Inspiracje

IMG_20190729_130636Jesień bez przeziębienia? Nie w moim przypadku. Ledwo dotarłam do połowy października i już mnie coś dopadło… Zawinięta szczelnie w koc oraz szal wokół szyi, popijam sok z owoców czarnego bzu i tworzę ten wpis. Pierwotnie miało być połączenie inspiracji miesiąca oraz konkretnego przepisu kulinarnego. Z braku sił jednak, pozostanę tylko przy inspiracjach.

1. Trzy książki, do których warto sięgnąć.

Pierwsza z nich, to „Lekcje pływania” Claire Fuller. Moja Mamcia wydobyła ją z bezdusznie wielkiego, hipermarketowego pudła, wypełnionego różnymi książkami. Udało się jej kupić ją za bardzo dobrą cenę. W książce odpowiadało mi właściwie wszystko, choć teoretycznie była to rodzinna historia, jakich wiele. Jednak miała coś w sobie, co sprawiło, że pochłonęła mnie do ostatniej strony.

IMG_20190802_184415

Kolejne dwie książki są pozycjami związanymi ze sztuką kulinarną. Obie są autorstwa Niki Segnit. Polecam je, bo są nietypowe, zwłaszcza „Leksykon smaków”. Książka jest nazywana „biblią smaków”; Niki wybrała 99 produktów i podzieliła je na grupy wg „tożsamości smaku”, np. pieczony (czekolada, kawa, orzeszki ziemne), mięsny (kurczak, wieprzowina, wątroba), ziemisty (kumin, grzyby, buraki), morski (kawior, ostrygi, skorupiaki, białe ryby), leśny (orzechy laskowe, dynia piżmowa). Dalej, połączyła poszczególne składniki w pary i stworzyła własne smakowe „koło smaków” (kombinacji smakowych jest więc mnóstwo). Opisuje co z czym dobrze się łączy, a co kompletnie nie pasuje; przytacza swoje wspomnienia, anegdoty, historie oraz dzieli się przepisami. Dzięki niej odkryłam recepturę na „poulet au Comté”: „Podzielić kurczaka na ćwiartki i lekko poprószyć mąką, solą i pieprzem. Obrumienić mięso na maśle, wyjąć z patelni i trzymać w cieple. Wlać na patelnię 300 ml białego wytrawnego wina z dodatkiem 2 łyżek ostrej musztardy, doprowadzić do wrzenia i starannie wymieszać. Polać tym sosem kurczaka w naczyniu żaroodpornym i piec 40 minut w temperaturze 200 stopni C, przewracając kilka razy na drugą stronę. Posypać 100 g drobno startego sera comté i wstawić z powrotem do piekarnika na około 5 minut, aż ser zacznie się rumienić. Podawać z gotowanymi ziemniakami lub ryżem.” (ja lubię do tej potrawy kawałek świeżej bagietki).

Druga książka Niki, to „Sztuka gotowania” i jest to książka kucharska, która mogłaby zastąpić wiele innych, które uczą gotowania. W tej pozycji, gotowanie to zabawa smakiem, bez odmierzania proporcji i ustalonych połączeń; uczymy się gotować w sposób naturalny i intuicyjny. W książce jest 77 podstawowych receptur, których opanowanie pozwoli na dalsze popisy w kuchni. Jest po prostu rewelacyjna.

IMG_20190826_174317_292

2. Strona internetowa RUSTIC. MEETS. VINTAGE. Przytulne miejsce z pięknymi zdjęciami, od których nie można oderwać oczu.

„Escape to a cabin and dream. cuddle. play. read. eat. hike. run. bake. ride. sleep. drink. create. listen. watch. think. Greetings! I live in a log cabin in the foothills of the Blue Ridge Mountains. This blog is a curation of inspiring photography that captures the feeling of living in a rustic cabin in the woods.”

3. Coś dla osób cierpiących na migrenę oraz dla ich bliskich. Artykuł „Moje życie z migreną„.

4. Muzycznie: Kwiat Jabłoni. Znacie ich? Podoba się Wam ich muzyka tak bardzo jak mi? 🙂

5. Miejscówka na jesień: Uboga Krewna (Gdynia). Jest to przytulne miejsce, które żyje zgodnie z porami roku. O tej porze możecie spodziewać się pysznych naparów i jesiennych ciast. Jest wyjątkowo, oryginalnie i jak dla mnie idealnie.IMG_20190829_192247

6. Ostatnio sporo się mówiło o „Przyjaciołach”, a ja niedawno odkurzyłam „Gilmore Girls„. Oglądam go zupełnie nieśpiesznie, po jednym odcinku raz na jakiś czas…

IMG_20190830_213848

7. Jesień to czas zup! Dyniówkę mogłabym jeść na przemiennie z rosołem i pomidorówką (ta ostatnia w różnych wersjach). Polecam również bardzo sycącą kartoflankę i zupę serową.

IMG_20190429_142137_342

To by było na tyle. Miłego wieczoru 🙂

Kryzysowa niedziela

IMG_2428

„W życiu pada wiele pytań, na które czekolada przynosi odpowiedź” Nigella Lawson

Są takie dni, kiedy ma się ochotę na domowe ciacho (czyli często). Jednak zdarza się (również często), że albo brakuje jakiegoś istotnego składnika, albo jest niedziela i nie ma za bardzo gdzie pójść bo zakupy albo nie ma się za bardzo czasu na długie przesiadywanie w kuchni 😉 Ratunkiem może być ekspresowe i proste ciasto czekoladowe, które znalazłam w książce „Audrey w domu” (aut. Luca Dotti).

Audrey Hepburn uwielbiała czekoladę i zawsze miała ją pod ręką w kredensie. Była jej sposobem na przegonienie smutku i do tego, zajmowała w jej kuchni istotne miejsce. Syn aktorki, Luca, wspomina w książce ciasto czekoladowe z bitą śmietaną, które piekła Audrey. On zaś zakradał się do spiżarni, aby „skubnąć” trochę ciasta, które smakowało jeszcze lepiej na drugi dzień.

W książce jest jeszcze jeden przepis na ciasto czekoladowe, które jest specjalnością jego teściowej i żony. Po śmierci matki, jego tęsknota za ciastem czekoladowym i jego wyjątkowym smakiem pozostawała niezaspokojona. Dopiero ten przepis i smak zbliżył go do smaku pamiętanego z czasów dzieciństwa.

Ciasto robi się bardzo szybko i jest to ogromny plus, ponieważ mam dziś dużo pracy, która nie wiąże się z kuchnią. Jeśli chodzi o czekoladę, to użyłam kilku resztek różnych gorzkich (z dodatkiem soli morskiej, z malinami i tradycyjną) i jest to całkiem dobre rozwiązanie 😉

Teraz zasiadam do pracy w towarzystwie pysznego kawałka ciasta i życzę Wam udanego dnia 🙂

IMG_2427

Składniki (po kilku zmianach):

180 g gorzkiej czekolady

90 g masła i  trochę do posmarowania formy

3 jajka

170 g cukru

25 g mąki (tak, tylko tyle)

3 łyżki wody

do posypania: cukier puder

Przygotowanie:

  • W rondelku rozpuszczam na małym ogniu masło i dodaję pokruszoną czekoladę. Odstawiam do ostudzenia.
  • W misce mieszam jajka z cukrem, potem dodaję mąkę i wodę, a na końcu masę czekoladową. Mieszam całość i przelewam do formy (wsmarowanej masłem i lekko oprószonej bułką tartą; można wyłożyć papierem do pieczenia).
  • Ciasto piekę ok. 20-24 minuty w temperaturze 200 stopni C. Kiedy ostygnie, posypuję je cukrem pudrem.

IMG_2425

IMG_2430

Brownie z jeżynami

IMG_2350

Niedzielny wieczór w toku: przed chwilą spadł deszcz i przyniósł ulgę po upalnym dniu, w oddali zaś słychać burzowe odgłosy. To była trudna niedziela, przepełniona bólem, osłabieniem i żalem, że musiałam zrezygnować z planów na ten dzień.

Mam nadzieję, że Wasza niedziela była o wiele lepsza i dobrze wykorzystaliście ten słoneczny i ciepły dzień 🙂

P1281502

IMG_2422

Jakiś czas temu robiłam przegląd stron internetowych, które zapisałam aby móc do nich wrócić za jakiś czas. Jedną z nich był blog Rustykalna kuchnia i zapisany przepis na brownie owsiane z kremem jeżynowym. Zdjęcia na blogu są tak obłędne i kuszące, że przekonały mnie do wypróbowania przepisu. Chociaż ciasto jest już tylko wspomnieniem, to wartym podzielenia się nim. Było pyszne, a poza tym uważam, że jest ono ukłonem zarówno dla odchodzącego lata, jak i dla zbliżającej się jesieni. Warto spróbować, zwłaszcza, że jego przygotowanie nie jest skomplikowane.

IMG_2342

IMG_2355

Składniki i przygotowanie brownie:

200 g gorzkiej czekolady (70% kakao)
150 g masła
1 łyżka kakao ciemnego niesłodzonego
4 jajka
180 g drobnego cukru
1 łyżeczka cukru waniliowego
160 g mąki owsianej (zmielonych bardzo drobno płatków owsianych)

Czekoladę i masło rozpuszczam w rondelku na małym ogniu (lub w kąpieli wodnej). Dodaję następnie kakao i cukier i dokładnie mieszam. Odstawiam do wystudzenia. Potem dodaję pozostałe składniki: jajka, które dokładnie łączę z masą czekoladową, cukier waniliowy, a na samym końcu mąkę. Wszystko można bez problemu wymieszać za pomocą dużej łyżki. Przekładam ciasto do okrągłej foremki o średnicy około 20-23cm (u mnie forma na tartę z wyjmowanym dnem) i wstawiam do gorącego piekarnika na 35 minut. Temperatura pieczenia to 175 stopni C.
 
IMG_2348

Składniki i przygotowanie kremu jeżynowego:

250 g mascarpone (temperatura pokojowa)
100 g miękkiego masła
ok 5 łyżek konfitury jeżynowej (u mnie jagodowa, która wydawała się lepszym rozwiązaniem niż sklepowy dżem jeżynowy o słabym składzie; tylko to miałam do wyboru).

Mascarpone rozcieram z miękkim masłem, po czym dodaję po łyżce konfiturę. Mieszam do połączenia się składników i wstawiam do lodówki żeby nieco stężało. Po około godzinie na krem można nałożyć na upieczone brownie i przybrać świeżymi owocami i miętą.

Dekoracja: garść świeżych jeżyn, kilka świeżych listków mięty

Ciast najlepiej smakuje następnego dnia.

IMG_2345

IMG_2344

IMG_2349

Książkowo i kulinarnie („Wariat na wolności”; pęczak z kurkami w sosie kokosowo-tymiankowym)

IMG_2334

W powietrzu czuć zbliżającą się zmianę pory roku, zwłaszcza o poranku. Stojąc na przystanku, rzucają się w oczy kolory jesieni: coraz bardziej miodowe i lekko zamglone słońce, złote nawłocie, fioletowe śliwki, a w powietrzu czuć wilgoć i zbliżający się wrzesień.

Czuję ostatnio zmęczenie i przepracowanie; od października ciąg dalszy edukacji, lista „rzeczy do zrobienia” się wydłuża, tylko doba trwa niezmiennie 24 godziny. Najbardziej żal mi tego, że „osiędbanie” odstawiłam na dalszy plan i zdrowie zaczyna szwankować. Trzeba się wziąć w garść i wrócić do dawnych rytuałów w kwestii ciała i duszy.

kkkk

Książkowo: „Wariat na wolności” Wojciech Eichelberger

IMG_2406

Osoba Wojciecha Eichelbergera jest mi znana głównie z czasów, gdy czytałam „Zwierciadło”, na którego łamach dzielił się swoją wiedzą psychologiczną . Kiedy pojawiły się pierwsze zapowiedzi jego książki-autobiografii, pomyślałam że chętnie dowiedziałabym się o Nim czegoś więcej. Dzięki Wydawnictwu Znak Literanova, mogłam przeczytać tę książkę szybciej, niż myślałam.

Pan Wojciech nie był do końca przekonany, aby wydać swoją autobiografię, ale wiedział, że mimo wszystko jest „więźniem zbiorowej wyobraźni”, ponieważ jest znany i dla niektórych osób chęć szczegółowego poznania jego życia może być interesująca. Ostatecznie miał się przekonać do tego pomysłu po usłyszeniu słów: „Niech się pan tak nie przejmuje, autobiografie piszą tylko ci, którzy mają słabe widoki na to, że ktoś kiedyś zechce zadać sobie trud pisania ich biografii”.

Książka dzieli się na 13 rozdziałów, a każdy z nich dotyczy konkretnych zagadnień i wspomnień z życia Pana Eichelbergera. Porusza w nich różne istotne dla niego kwestie: powrót do korzeni, nieobecność ojca, dorastanie w czasie wojny, wchodzenie w dorosłość, zainteresowanie psychoterapią, związki, zakładanie rodziny, zainteresowanie się duchowością i mistycyzmem oraz poruszenie tematu starości i śmierci. Z tego wszystkiego otrzymujemy obraz zwykłego człowieka, który nie różni się niczym od nas. Uczył się na swoich błędach i dość często można było powiedzieć, że „szewc bez butów chodzi”, w odniesieniu do wykonywanego zawodu, a problemów, z którymi się zmagał. Ludzka strona znanego psychologa jest czymś, co sprawia, że autobiografia jest autentyczna i dobrze się ją czyta.

Warto dodać, że wspomnienia autora uzupełnione są wywiadem-rozmową, który przeprowadza z nim pan Wojciech Szczawiński, dziennikarz i filozof; wcześniej została wydana książka „Warto mimo wszystko”, w której przeprowadza wywiad-rzekę z panią Anną Dymną.

Kulinarnie: pęczak z kurkami w sosie kokosowo-tymiankowym

IMG_2335

Przepis wydawał mi się niezwykle intrygujący: swojski pęczak, tymianek i kurki w połączeniu z mlekiem kokosowym oraz rumiankiem (!). Byłam ciekawa, jak może smakować ta potrawa… Nie zawiodłam się, całość była kremowa, dobrze doprawiona, syta i nadzwyczajnie smaczna. Polecam 🙂

Przepis znalazłam tutaj.

Składniki:

1 szklanka kaszy pęczak (suchej)
300 g świeżych kurek
garść świeżego tymianku
garść świeżego rumianku (albo 2 saszetki suszonego)
2 ząbki czosnku
4 łyżki oleju
1 puszka mleczka kokosowego
kilka kropel soku z limonki
sól, świeżo zmielony czarny pieprz
garść orzechów włoskich

IMG_2326

Przygotowanie:

  • Kaszę dokładnie płukam pod bieżącą wodą, zalewam 2,5 szklankami wody, dodaję 1 łyżkę oleju, rumianek i kilka gałązek tymianku; gotuję do miękkości – około 20 minut. Pęczak odcedzam z reszty wody, usuwam rumianek (jeśli używam świeżego) i tymianek z kaszy. Odstawiam w ciepłe miejsce.
  • Orzechy nie za mocno siekam i podprażam na suchej, rozgrzanej patelni (2-3 minuty). Kurki czyszczę (tak, jak tutaj); jeśli są duże – kroję w drobniejsze kawałki. Wrzucam na rozgrzany olej  i podsmażam przez 5 minut, cały czas mieszając. Dodaję przeciśnięty przez praskę czosnek i poszatkowany drobno tymianek. Zalewam mleczkiem kokosowym i gotuję bez przykrycia przez kolejne 5-7 minut (aż kurki będą miękkie). Dodaję sól i dużą ilość czarnego, świeżo zmielonego pieprzu. Na koniec gotowania skrapiam sokiem z limonki, mieszam całość.
  • Kaszę polewam sosem kurkowym i posypuję prażonymi orzechami; dekoruję świeżymi listkami tymianku.

Sierpniowe Inspiracje

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kiedyś pojawiały się na blogu „inspiracje miesiąca”, w których dzieliłam się z Wami tym, co mnie zaciekawiło i się spodobało. Z braku czasu i nadmiaru obowiązków, inspiracje przestały się ukazywać. Teraz do nich wracam, choć nie obiecuję, że będą się ukazywać regularnie, ale z pewnością będą się ukazywać częściej. Zapraszam 🙂

IMG_0194

1. Muzyka w serialach to coś, co pozwala na wyszukanie naprawdę dobrych utworów muzycznych. Serial „Elementary” jest tego najlepszym przykładem (ale też „Lucyfer”, „Riverdale””Kryminalne umysły” itd.). Znalazłam ciekawą stronę, na której można znaleźć utwory z konkretnego serialu, sezonu i odcinka (zresztą można tam znaleźć nie tylko serialową muzykę, ale filmową, z programów i gier). Tę całkiem przydatną stronę (Tunefind) znajdziecie tutaj: klik.

2. Ciekawe miejsce, na którym można pooglądać inspiracje wnętrz. Niektóre robią ogromne wrażenie 🙂 Strona nazywa się „Fuck Yeah! Decor” klik.

3. Coraz bardziej ciekawi mnie ajurweda. Czytam artykuły i książki, które poruszają ten temat. W sieci najbardziej inspirująca pod tym względem jest Blimsien. Polecam Wam zajrzenie na jej stronę jeśli interesujecie się ajurwedą, „osiędbaniem”, a także jeśli szukacie ciekawych wege-inspiracji kulinarnych. Jeden z jej wpisów, który polecam jest tutaj: klik.

4. Coś dla osób cierpiących na migreny: joga na ból głowy klik. Film przygotowany został przez Małgorzatę Mostowską. Z pewnością przynosi ulgę, ale oczywiście najgorzej przemóc ból, wstać z łóżka i siąść na matę… Warto przejrzeć również inne filmy na jej kanale na YT.

5. Herbiness – idealne miejsce dla osób, które skłaniają się ku naturze, interesują się roślinami i tym, co można z nich pozyskać. Prowadzi je Inez, dyplomowana fitoterapeutka. Na stronie jest sporo przepisów, z których sama korzystałam, np. tu

6. Green Morning – to kolejne ciekawe, kolorowe miejsce, w którym można znaleźć mnóstwo wegetariańskich przepisów. Prowadzi je Kinga Błaszczyk-Wójcicka, kucharka z zamiłowania i fotografka z zawodu. Korzystałam z jej przepisów, np. tu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bigos z młodej kapusty, z kiełbasą i koperkiem

IMG_2245

Nadszedł czas urlopu. Jestem zmęczona, bo sytuacja w pracy była dość ciężka. Druga praca jest na szczęście satysfakcjonująca i od niej nie mam urlopu, na co jednak nie narzekam. Chyba nie potrafię odpoczywać, wciąż mnie goni wewnętrzne ADHD… Może po prostu się boję wyciszyć?

Ostatnie dni wypełnione ogromem miłości od A. Moja mała księżniczka, która uważa mnie za kogoś wyjątkowego, co jest dla mnie niesamowite. Uwielbiam spędzać z nią czas, lubię to, że się ode mnie nie odkleja, że jestem jej ulubioną, najpiękniejszą, najmądrzejszą, najfajniejszą ciocią na świecie. I trochę gdzieś tylko melancholia gniecie w serducho 😦 😦 😦

Nie smęcę już.

Poza Elblągiem i wizytowaniem rodzinnym, był też Gdańsk. Uwielbiam się szwendać po Starym Mieście 🙂 Teraz trwa Jarmark Dominikański, do którego mam sentyment i lubię tam zaglądać każdego roku. Lubię przystanąć przy jakimś ciekawym stoisku, porozmawiać z właścicielem, dowiedzieć się czegoś więcej o tym, co tworzy. W tym roku oczarowało mnie stoisko, z drewnianymi ozdobami w klimacie morskim. Miałam skojarzenie z Tove Jansson i jej wyspą i ogromnie mnie to ujęło. Kupiłam sobie taki domek, marząc, że kiedyś będę mieć taki swój drewniany, mały i dający poczucie bezpieczeństwa DOM…

Tymczasem, zapraszam na kilka gdańskich migawek i na przepis na bigos z młodej kapusty, z kiełbasą i koperkiem.

IMG_2396

IMG_2397

IMG_2387

IMG_2381

IMG_2373

Przepis na szybki i smaczny bigos z młodej kapusty. Oczywiście można go zrobić również z tej nieco mniej młodej 😉 Trzeba ją pogotować nieco dłużej. Warto poszukać dobrej jakości kiełbasy, jej smak ma tu istotne znaczenie.

Kapustę można podawać z chlebem, młodymi ziemniakami lub ryżem (tak! najlepiej basmati).

Przepis pochodzi z ulubionej Kwestii Smaku.

Składniki:

  • 1/2 dużej główki młodej (zielonej) kapusty lub 1 mniejsza
  • 3 łyżki oleju roślinnego
  • 1 cebula
  • 250 g dobrej jakości kiełbasy
  • 1 marchewka
  • 1 i 1/2 szklanki bulionu
  • 1/4 szklanki białego wytrawnego wina (opcjonalnie)
  • 1 listek laurowy
  • 1 łyżeczka kminku
  • 1 i 1/2 łyżki mąki
  • pół pęczka koperku

IMG_2250

Przygotowanie:

  • Kapustę myję i szatkuję. Do szerokiego garnka wlewam połowę oleju i podsmażam posiekaną w kosteczkę cebulę (ma się zeszklić).
  • Dodaję kiełbasę pokrojoną na cienkie półplasterki i chwilę razem podsmażam. Dodaję kapustę oraz obraną i startą na tarce marchewkę. Mieszam całość.
  • Wlewam bulion, wino, doprawiam solą, pieprzem, dodaję listek laurowy i kminek. Mieszam, przykrywam i zagotowuję. Gotuję pod przykryciem przez ok. 15 minut, w międzyczasie 1-2 razy mieszam.
  • Na patelni podsmażam mąkę, gdy zacznie się rumienić wlewam olej i mieszam. Wlewam wywar z kapusty i mieszam, przekładam do garnka z kapustą. Dodaję posiekany koperek, mieszam i zagotowuję.

IMG_2247

IMG_2242

Książkowo i kulinarnie („Mordercza układanka”; kaszotto z kurczakiem i botwinką)

IMG_2289

Lubię mieć dni kalendarza wypełnione różnymi wydarzeniami, planami, zajęciami. Czasem wyszukuję ich sama, a czasem pojawiają się spontanicznie… Ostatnio jednak na co dzień brakuje mi przynajmniej paru dodatkowych godzin lub czasowstrzymywacza 😉 Zatem kiedy tylko mam chwilę wolnego: gotuję, jem, czytam i zamieniam się w Włóczykija.

IMG_20190620_183348_949

kolaz botwinka

W dzisiejszym wpisie znajdziecie kilka słów o książce, która bardzo, ale to bardzo wciąga w swoją treść oraz przepis na kaszotto z kurczakiem i botwinką (możecie pominąć mięso).

Książkowo: „Mordercza układanka” Paul Britton

IMG_2283

Paul Britton to najsłynniejszy brytyjski profiler, który w swoich książkach pasjonująco opowiada o pracy psychologa sądowego. Jak sam pisze w „Morderczej układance”: „(…) pokonałem w wolnym czasie dziesiątki tysięcy kilometrów, przemierzając wzdłuż i wszerz Wyspy Brytyjskie, aby pomóc w setkach śledztw dotyczących morderstw, gwałtów, porwań, podpaleń i wyłudzeń. „Przechadzałem się po umysłach” sprawców i dostarczyłem policji profile psychologiczne, które pozwoliły zawęzić grono potencjalnych morderców i schwytać ich, zanim ponownie kogoś zaatakują.”

Przypadki, jakie przedstawił w książce dobierał z ogromną starannością. Nie starał się dramatyzować i szokować, żeby uzyskać większy efekt. Jego celem było wprowadzić czytelnika w świat, który jest na co dzień dla nich niedostępny.

Książkę czytało się bardzo dobrze, głównie dlatego, że została napisana bardzo przystępnym językiem. Opiera się przede wszystkim na rozmowach prowadzonych z pacjentami. Autor analizuje ich odpowiedzi oraz tłumaczy ze szczegółami, dlaczego pytał akurat o pewne kwestie i co chciał przez to osiągnąć. Jest w tym wszystkim ogromna odpowiedzialność, ponieważ nigdy nie miał pewności, czy danym pytaniem nie zrazi do siebie pacjenta i nie sprawi, że ten z powrotem zamknie się w swoim świecie. Cały czas musi zachować swój profesjonalizm.

Równie często autor wspomina w książce o profilowaniu, zabierając czytelnika na miejsce zbrodni i analizując, dlaczego sprawca zachował się w taki, a nie inny sposób. Dzięki niemu, policja może zawęzić krąg poszukiwań oraz złapać przestępcę.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

Kulinarnie: kaszotto z kurczakiem i botwinką

IMG_2290

Bardzo proste i smaczne danie. Warto je zrobić właśnie teraz, kiedy jeszcze można kupić botwinkę.

Przepis pochodzi z Kwestii Smaku.

IMG_2291

Składniki:
1/3 szklanki kaszy pęczak
3 łyżki oleju
1 cebula
1 por
1 łyżeczka suszonego tymianku
250 g polędwiczek z kurczaka lub 1 pojedyncza pierś
1/3 szklanki białego wina
1 pęczek botwinki z małymi buraczkami
1 i 1/2 szklanki bulionu drobiowego (użyłam rosołu)

Przygotowanie:

  • Na dużą patelnię wsypuję kaszę, dodaję łyżkę oleju i chwilę smażę. W międzyczasie kroję w kosteczkę cebulę, wkładam na patelnię i smażę mieszając od czasu do czasu przez 3 minuty aż cebula się zeszkli.
  • Dodaję pokrojonego na półplasterki pora (białą i jasnozieloną część, dokładnie opłukane). Mieszam, dodaję drugą łyżkę oleju, suszony tymianek i smażę przez ok. 3 minuty.
  • Przesuwam składniki na bok patelni, w wolne miejsce wlewam trzecią łyżkę oleju, dodaję pokrojone w kosteczkę filety z kurczaka, doprawiam solą, pieprzem i obsmażam przez ok. 2 – 3 minuty. W tym czasie składniki obok 1-2 razy mieszam.
  • Wszystkie składniki dokładnie mieszam na patelni i wlewam białe wino, gotuję 2-3 minuty aż odparuje. Następnie dodaję obrane i pokrojone na półplasterki buraczki z botwinki (liście zachować), wlewam gorący bulion. Doprawiam świeżo zmielonym pieprzem i w razie potrzeby solą.
  • Po zagotowaniu przykrywam pokrywką i gotuję przez ok. 20 minut. Po tym czasie dodaję posiekane liście botwinki (wraz z łodyżkami), przykrywam i gotuję kolejne 5 minut. Na koniec mieszam i podgrzewam bez przykrycia jeszcze przez 2 – 3 minuty.

Idealne majowe ciasto rabarbarowe

Nawet nie wiem, kiedy w warzywniaku pojawiły się szparagi, truskawki i rabarbar. Może wszystko przez to, że majowa pogoda nie rozpieszcza, jeśli chodzi o ciepło i ilość słońca… Na szparagi nie mam smaka w tym roku, ale skusiłam się na truskawki i rabarbar. Te pierwsze nie mają jeszcze „tego” smaku, za to rabarbar nie zawiódł 🙂

Na Kwestii Smaku znalazłam przepis na wilgotne ciasto rabarbarowe. Okazało się strzałem w dziesiątkę – jest takie, jak lubię: maślane, wilgotne i lekko kwaskowe. Idealne do kawy lub herbaty 🙂

Składniki:

  • 300 g rabarbaru (ok. 3-4 łodygi)
  • 180 g masła
  • 180 g cukru pudru
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 3 jajka
  • 150 g jogurtu naturalnego
  • 300 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • opcjonalnie: cukier puder do posypania ciasta

Przygotowanie:

  • Jajka, masło i jogurt wyjmuję wcześniej z lodówki, żeby osiągnęły temperaturę pokojową. Rabarbar myję, odcinam zielone liście, a łodyżki siekam na 1 cm kawałki.
  • Piekarnik nagrzewam do 180 stopni C. Masło ubijam z cukrem pudrem i cukrem waniliowym przez ok. 8 minut aż będzie jasne i puszyste.
  • Następnie dodaję jajka i jogurt i wszystko krótko miksuję (masa może się rozwarstwić, ale nie należy się tym przejmować).
  • Mąkę przesiewam do oddzielnej miski razem z proszkiem do pieczenia i mieszam. Przesypuję do ubitej masy i mieszam lub krótko miksuję do połączenia się składników, w gęste i napuszone ciasto, pod koniec dodaję rabarbar i delikatnie mieszam całość.
  • Ciasto wykładam do keksówki o długości ok. 32 cm i wstawiam do nagrzanego piekarnika. Piekę przez ok. 55 minut na złoty kolor (można sprawdzić patyczkiem czy ciasto jest w środku upieczone).
  • Kiedy ciasto ostygnie, można je delikatnie oprószyć cukrem pudrem.

Książkowo i kulinarnie („Czy już zasnęłaś”; sernik bounty)

Zaczynam pisać na WordPressie, jeszcze jestem pogubiona, ale powoli zaczyna mi się tu podobać. Przyznaję jednak, że udomawianie się w nowym miejscu jest dość trudne, zwłaszcza po wielu latach pisania na Bloxie. Zobaczymy, jak mi to wyjdzie, ale cieszę się, że kontynuuję moje pisanie.

Uwaga, teraz będzie trochę uzewnętrzniania 😉 Cieszy mnie to, że na moją przeprowadzkę blogową czekało parę osób (choćby kochana E.ka z Prywatnej Historii, Ervisha z Magicznego Kociołka, czy też część osób obserwujących profil bloga na FB lub Ig). Ogromnie miłe i niesamowite było oczywiście wsparcie bliskich i przyjaciół (tu na wyróżnienie zasługuje motywujący maruda Goferek ;). No i przy okazji odezwał się Zenza ze swojego Mordowarskiego Lasu (pozdrawiam ;).

Dziś mam dla Was recenzję książki, której premiera będzie 5 czerwca 2019r. oraz przepis na smaczny sernik bounty. Zapraszam 🙂

Książkowo: „Czy już zasnęłaś” Kathleen Barber

„Czy już zasnęłaś” Kathleen Barber, to opowieść o skomplikowanych relacjach rodzinnych i o bolesnej przeszłości, która powraca za sprawą  reporterki śledczej, Poppy Parnell i jej tzw. podkastu.

Ale zacznijmy od początku: Josie przez dziesięć ostatnich lat swojego życia próbuje uciec od wydarzeń, które miały miejsce w jej rodzinnym domu. Ojciec został zamordowany, a świadkiem tego zdarzenia była jej siostra bliźniaczka, Lanie. Dziewczynka wskazała wówczas sprawcę. Matka dziewczynek, po tej tragedii chorowała na depresję, a potem  porzuciła córki i wstąpiła do sekty,  one zaś wychowywały się u cioci. Po traumatycznych wydarzeniach, ścieżki sióstr się rozchodzą i kontakt zostaje zerwany. Do czasu.

Mijają lata i sprawa morderstwa ojca Josie i Lanie znów wraca jako temat nr 1, za sprawą dziennikarskiego śledztwa owej Poppy Parnell. Tak zwane podkasty przyciągają coraz to nowych słuchaczy, którzy dzielą się swoimi opiniami i teoriami w wszechobecnych mediach społecznościowych. Zaczynają pojawiać się nowe wątki i Josie zaczyna analizować to co wydarzyło się kiedyś i kwestionować, czy na pewno wszystko było prawdą.

Książka zdecydowanie ma swój klimat i wciąga w treść. Jest w niej sporo tajemnic, które chce się odkryć jak najszybciej. Niestety, po jej lekturze pozostał lekki niedosyt. W drugiej połowie książki czekałam na jakiś punkt kulminacyjny, coś co zszokuje i naprawdę zaskoczy. Niestety, nic takiego się nie wydarzyło, a wręcz zakończyło się dość przewidywalnie.

Mimo to, polecam jej lekturę, jako miłe spędzenie popołudnia lub wieczoru. Książkę czyta się szybko i przyjemnie.

Za możliwość jej przedpremierowego czytania, dziękuję Wydawnictwu Znak Literanova.

Kulinarnie: sernik bounty

Sernik idealny do popołudniowej kawy lub herbaty. Jest smaczny i bardzo prosty w przygotowaniu. Jedyna jego wada, to czekanie, aż się schłodzi w lodówce i będzie gotowy do jedzenia…

Przepis z niezawodnej Kwestii Smaku.

Składniki

Spód

  • 160 g kruchych ciasteczek czekoladowych lub Oreo
  • 30 g masła

Masa kokosowa

  • 400 ml mleka kokosowego
  • 200 g wiórków kokosowych
  • 150 g cukru pudru
  • 30 g cukru waniliowego
  • 3 łyżki likieru kokosowego
  • 2 łyżki żelatyny
  • 500 g serka mascarpone (lub pół na pół z twarogiem sernikowym)

Polewa czekoladowa

  • 100 g czekolady mlecznej lub deserowej
  • 2 łyżki oleju roślinnego

Przygotowanie

Spód

  • Ciasteczka kruszę (np. w misce tłuczkiem). Dodaję roztopione masło i dokładnie mieszam. Wykładam na spód tortownicy o średnicy ok. 22 cm i uklepuję.

Masa kokosowa

  • Do rondelka wlewam mleko kokosowe z puszki i podgrzewam. Gdy zacznie się gotować dodaję wiórki kokosowe, mieszam, zmniejszam ogień do minimum i gotuję pod przykryciem ok. 5 – 10 minut. Sprawdzam czy wiórki nie przywierają do dna, w razie potrzeby mieszam. 
  • Odstawiam z ognia, dodaję cukier puder, cukier waniliowy, likier kokosowy i mieszam. Zostawiam pod przykryciem.
  • Żelatynę wsypuję do małego rondelka, wlewam 3 łyżki wody i zostawiam do namoczenia na około 10 minut. Następnie dodaję jeszcze 3 łyżki wody i mieszając rozpuszczam wszystko na malutkim ogniu uważając aby nie zagotować żelatyny.
  • Do przestudzonej masy kokosowej dodaję ubity serek mascarpone (ok. 3 minuty ubijania aż będzie puszysty) i mieszam. Dodaję żelatynę, ale nie bezpośrednio – najpierw dodaję kilka łyżek masy kokosowej do żelatyny za każdym razem mieszając, dopiero później dodaję to do masy kokosowej i dokładnie mieszam.
  • Wykładam do tortownicy na ciasteczkowy spód. Wstawiam do lodówki do stężenia (minimum 3 godziny).

Polewa czekoladowa: polewam sernik roztopioną oraz ostudzoną czekoladą z dodatkiem oleju, rozprowadzam polewę po powierzchni (ewentualnie po bokach), wygładzając ją nożem. Odczekać przed pokrojeniem aż polewa zastygnie.

Bogini w kuchni (Dal z fasolki mung)

IMG_2072

Styczeń i luty to trochę zmęczenia, dużo zabiegania, pracy i obowiązków… Dlatego dziś, bez zbędnych słów, przechodzę od razu do przepisu.

„Tak mi trzeba wiedzieć, że się ktoś o mnie troszczy w tym obcym świecie. I wiem, jak bardzo nie zasługuję na tę troskę – ja z moimi idiotycznymi depresjami i całą tą maszynerią spekulacji.” Halina Poświatowska

————————————————————————————————————–

nigella_danie

IMG_2075

„Owszem, książka kucharska to kronika wspomnień, które splatają się w historię naszego życia, historię społeczeństwa i kultury w najbardziej osobistej formie, ale jej podstawowym zadaniem jest odpowiedź na ważne codzienne pytanie: „Co będziemy dziś jeść?”.

                                                                                   Nigella Lawson „Przy moim stole”

IMG_2074

Najnowsza książka Nigelli Lawson „Przy moim stole”, to pozycja, którą wiedziałam, że muszę mieć 😉 Autorka jest moją kulinarną idolką. Wypróbowałam wiele jej przepisów i praktycznie wszystkie były i-d-e-a-l-n-e. Uwielbiam jej książki i programy telewizyjne (działają na mnie uspokajająco ;).

Dziś dzielę się z Wami przepisem na Dal z fasolki mung, który może nie wygląda najlepiej, ale za to jest bardzo aromatyczny i smaczny. Potrawę podaje się z ryżem doprawionym kurkumą, kardamonem i kminem oraz dodatkiem w postaci miętowej raity z kolendrą. Osobiście wolałam dodatek ryżu niż raity.

IMG_2071

Składniki:

Dal:

250 g fasolki mung

75 g czerwonej soczewicy

1,5 litra zimnej wody

2 czerwone chili, bez pestek, drobno posiekane

1 ząbek czosnku, obrany i zmiażdżony

pół łyżeczki mielonej kurkumy

1-2 łyżeczki soli do smaku

Miętowa raita z kolendrą:

250 g jogurtu greckiego

mały pęczek kolendry

4 łyżki drobno posiekanych liści mięty

pół łyżeczki soli

IMG_2070

Przygotowanie:

    • Fasolkę zalewam taką ilością zimnej wody, by ją przykryła. Zostawiam do namoczenia przynajmniej na godzinę (do 6 godzin), a następnie odcedzam i przekładam do garnka z grubym dnem i pokrywką.
    • Dodaję czerwoną soczewicę, wlewam 1,5 litra zimnej wody i zagotowuję bez przykrycia. Gdy woda się zagotuje, usuwam szumowiny.
    • Dodaję posiekane czerwone chili, zmiażdżony czosnek i kurkumę. Wszystko razem mieszam i gotuję pod uchyloną pokrywką 30-40 minut. Od czasu do czasu mieszam. Gdy fasolka i soczewica zmiękną, zdejmuję pokrywkę i gotuję dalej, aż potrawa nabierze konsystencji gęstej zupy. To może potrwać około 10 minut (w zależności, ile płynu pozostało w garnku; może nawet etap ten trzeba będzie pominąć). Należy wziąć pod uwagę fakt, że po zdjęciu z ognia dal będzie wciąż gęstniał. Doprawiam go do smaku solą.
    • Raitę można zrobić, gdy dal będzie gotowy. Łączę w misce jogurt, kolendrę, miętę oraz sól i miksuję wszystko blenderem ręcznym. Potrawę można podać z dodatkiem ryżu.IMG_2073

Poświątecznie (boczniaki po kaszubsku i nowa książka Jojo Moyes)

IMG_2094

Poświąteczny czas płynie nieco melancholijnie, naznaczony powrotem z domu rodzinnego. Jak co roku wyjazdowi towarzyszył jakiś ciężki do opisania smutek, że coś po raz kolejny minęło i tak naprawdę nie wiadomo, co przyniosą przyszłe Święta. W sercu tkwią życzenia świąteczne, pod powiekami mam wspomnienie łez mamci, która nie potrafiła ukryć wzruszenia. Kolejne dni wypełnione były zaś ogromem radości, wygłupów w śniegu, zabawą i śmiechem. Chcę te chwile zapamiętać jak najdłużej.

Teraz, czas spędzam trochę pracowicie: trzeba przygotować się do styczniowych zajęć, a do tego rozliczyć się z nowego zlecenia do czwartku. Wszystko to spowite jeszcze aurą lenistwa, dojadania pierogów i pierniczków…

boczniakipokaszubsku

————————————————————————————————————-

Książkowo: „Srebrna zatoka” Jojo Moyes

IMG_2152

Za każdym razem, kiedy ma się pojawić nowa książka Jojo Moyes, czekam na nią z niecierpliwością. Dzięki Wydawnictwu Znak Literanova, miałam przyjemność przeczytania „Srebrnej Zatoki” jeszcze przez premierą 🙂

Malownicza Srebrna Zatoka, to dzika część australijskiego wybrzeża. Tam można obserwować delfiny i humbaki. To właśnie w tym urokliwym miejscu, swój azyl odnalazła pełna tajemnic, bohaterka książki, Liza wraz ze swoją córeczką Hannah.

Spokój i rutynę przerywa przyjazd Mike’a, biznesmena pracującego dla dużej firmy developerskiej w Londynie. Początkowo jego wizyta nie zwiastuje problemów, dopiero później wychodzi na jaw prawdziwy cel jego podróży. Do tego wszystkiego dojdzie jeszcze niespodziewane uczucie między dwojgiem bohaterów, które z każdą stroną książki będzie się coraz bardziej komplikować, a skrywane tajemnice z obu stron dołożą dodatkowych problemów. To dzięki tym sekretom, książka jest wciągająca i sprawia, że snuje się domysły, co mogło się wydarzyć w przeszłości i co może się stać, w przypadku poznania prawdziwej historii.

Dodatkowo, podobało mi się jeszcze to, że każdy następny rozdział był opowieścią widzianą z perspektywy kolejnego bohatera. Dzięki temu można było spojrzeć na daną sytuację z innego punktu widzenia. Jest to ciekawe posunięcie i pomaga zrozumieć postępowanie każdej z postaci.

Książki pisane przez Moyes zawsze dotyczą problemów życia codziennego i to jest chyba klucz do sukcesu. Czytelnicy chcą czytać tego typu literaturę, bo jest ona dzięki temu bardzo im bliska (któż z nas nie ma problemów?). Do tego zawsze można mieć nadzieję na pozytywne zakończenie. Czy było też tak w przypadku „Srebrnej Zatoki”? Tego już nie zdradzę 😉

————————————————————————————————————–

Kulinarnie: boczniaki po kaszubsku

IMG_2091

To, co można wyczarować w kuchni z boczniaków jest doprawdy zdumiewające. Kiedyś zerkałam na nie z obrzydzeniem, teraz wyszukuję kolejnych przepisów na to, co można z nich jeszcze zrobić. I tak po „bigosie z boczniakami„, „skrzydełkach z boczniaków” i smażonych zwyczajnie w bułce i jajku, przyszła pora na boczniaki po kaszubsku 🙂

Porcja, którą przygotowałam na świąteczny stół zniknęła, co mówi zatem samo przez się. Warto spróbować, a nuż zasmakuje?

Korzystałam z przepisu od niezawodnej Jadlonomi (klik).

Kilka rad:

  • Do smażenia boczniaków potrzebna będzie bardzo duża patelnia, a jeśli nie macie takiej, usmażcie boczniaki na dwa razy (mają się usmażyć na złoto).
  • Sos powinien być intensywnie słony i słodko – kwaśny i ma wystarczyć na pół kilograma boczniaków.
  • Ocet warto dodawać stopniowo, ponieważ różne rodzaje octu mogą bardzo różnić się od siebie poziomem kwaśności. IMG_2086

Składniki:

500 g boczniaków

olej do smażenia

2 cebule

6 suszonych śliwek

2 goździki

2 ziarna ziela angielskiego

1 liść laurowy

1 łyżeczka ostrej papryki

1 łyżeczki soli

spora szczypta czarnego pieprzu

3 łyżki koncentratu pomidorowego

2 – 3 łyżki octu

2 łyżki sosu sojowego

1 łyżeczka gorczycy

1/4 łyżeczka cynamonu

1/2 łyżeczki majeranku

1/2 szklanki wody

3 – 4 łyżki oleju lnianego

1 – 2 ogórki kiszone

sól

IMG_2087

Przygotowanie:

  • Boczniaki kroję w grube paski. Na patelni rozgrzewam olej, dodaję boczniaki, ale nie mieszam. Czekam 1-2 minuty i dopiero wtedy mieszam i smażę je na złoty kolor, a następnie odsączam na papierowym ręczniku z nadmiaru tłuszczu.
  • Z patelni odlewam nadmiar oleju, do smażenia cebuli wystarczy około 1 łyżki. Cebulę kroję w półksiężyce, a śliwki w paseczki. Na rozgrzaną patelnię wrzucam cebulę i śliwki; smażę około 1 minutę.
  • Następnie dodaję goździki, ziele angielskie, liście laurowe, ostrą paprykę, sól oraz pieprz i wszystko smażę na niedużym ogniu do czasu, aż cebulka zmięknie, czyli przez kolejne 2 – 3 minuty.
  • Do miękkiej cebuli dodaję wszystkie pozostałe składniki poza olejem lnianym i ogórkami. Zwiększam ogień pod patelnią, duszę przez minutę, po czym dodaję usmażone boczniaki. Duszę jeszcze 2 – 3 minuty i odstawiam do ostygnięcia.
  • W tym czasie kroję w drobną kostkę kiszonego ogórka i dodaję go do boczniaków razem z olejem lnianym. Dokładnie mieszam i w razie potrzeby dodaję szczyptę soli lub więcej octu. Całość przekładam do szklanego, szczelnie zamykanego słoika i wstawiam do lodówki.
  • Danie najlepiej smakuje następnego dnia, z dobrym chlebem lub bez żadnych dodatków.
  • IMG_2088

Świątecznie (bigos z boczniakami)

IMG_2077

Święta już od dawna nie są dla mnie tym, czym były za czasów, gdy byłam dzieckiem. Owszem, doceniam fakt, że spędzam je z rodziną, że wspominamy nasze fajne chwile, oglądamy albumy ze zdjęciami, smakujemy pyszne potrawy i jest po prostu ciepło i przytulnie. Niestety, melancholia dopada mnie mimo wszystko i nieco tłumi radość.

Jak co roku, staram się zgnieść w zarodku zielonego Grincha i robię wszystko, by się nie poddać tak łatwo: piekę pierniczki, włączam świątecznego Michaela Buble, oglądam „The Holiday”, pakuję prezenty, ozdabiam światełkami stroik i eksperymentuję z potrawami 🙂

Dziś dzielę się z Wami jednym z takich eksperymentów: bigosem z boczniakami, według przepisu z Jadłonomi (klik). Nie ma w nim mięsa, czego jakoś specjalnie nie odczułam jedząc go. Jest za to mnóstwo smaku, aromatu i świątecznej atmosfery. Jeśli ktoś uważa, że bigos bez mięsa to nie bigos, niech przyjmie zatem, że jest to przepis na pyszną kapustę z boczniakami 😉

Wesołych i rodzinnych Świąt Wam życzę Drodzy Czytelnicy 🙂

IMG_2096

bigoswegekolaz

Bigos z boczniakami i zieloną soczewicą (kapusta z boczniakami i zieloną soczewicą)

IMG_2078

Uwagi:

  • Kupcie dobrą kapustę kiszoną, bez niepotrzebnych „polepszaczy” i niech to nie będzie kapusta „kwaszona”.
  • Do gotowania wybierzcie największy garnek o grubym dnie (będzie łatwiej mieszać i nic się nie przypali).
  • Nie należy zmniejszać ilości oleju, bo przyprawy muszą się dokładnie usmażyć w oleju z cebulką.
  • Wino można zastąpić cydrem, brandy lub żubrówką.
  • Żeby dobrze przygotować boczniaki, trzeba trzymać się ściśle przepisu.

IMG_2082

Składniki:

1 cebula

4 – 6 łyżek oleju

1 kilogram kiszonej kapusty

2 szklanki wody

1 łyżka soli

1/2 szklanki zielonej soczewicy, suchej

1 kilogram białej kapusty

1 kwaśne jabłko

1 szklanka wody

1/2 szklanki czerwonego wytrawnego wina

1 – 3 łyżki miodu lub syropu klonowego

1 łyżka koncentratu pomidorowego

10 suszonych śliwek

1/4 szklanki suszonej żurawiny

10 g suszonych grzybów

4 łyżki sosu sojowego

sól i czarny pieprz

500 g boczniaków

olej

2 i 1/2 łyżki sosu sojowego

1/2 łyżeczki miodu lub syropu klonowego

Przyprawy:

6 ziaren ziela angielskiego

6 liści laurowych

4 goździki

3 owoce jałowca

1 łyżeczka kminku

1 1/2 łyżeczki pieprzu ziołowego

1 1/2 łyżeczki papryki wędzonej

1 1/2 łyżeczki papryki ostrej

1 łyżeczka cząbru

1 łyżeczka majeranku

1/2 łyżeczki tymianku

1/2 łyżeczki ziaren kolendry

1/2 łyżeczki ziaren gorczycy

IMG_2083

Przygotowanie:

  • Cebulę kroję w grubą kostkę, kiszoną kapustę odciskam z nadmiaru soku i siekam na mniejsze kawałki. Na dnie bardzo dużego garnka rozgrzewam dużo oleju, dodaję cebulę i smażę przez 1 minutę. Następnie dodaję wszystkie przyprawy i smażę jeszcze 2 – 3 minuty.
  • Do podsmażonej cebulki dodaję kiszoną kapustę, wodę oraz sól i gotuję wszystko pod przykryciem przez 45 minut.
  • W międzyczasie suchą soczewicę gotuję w lekko osolonym wrzątku, białą kapustę siekam, a jabłko w skórce ścieram na tarce.
  • Ugotowaną soczewicę odcedzam. Kiedy kiszona kapusta lekko zmięknie dodaję posiekaną kapustę, starte jabłko i wszystkie pozostałe składniki. Dokładnie mieszam, przykrywam i gotuję przez 4 godziny na najmniejszym ogniu, mieszając co godzinę.
  • Przed podaniem bigosu przygotowuję boczniaki: grzyby kroję w grube paski wzdłuż blaszek, na dnie największej patelni rozgrzewam olej i kiedy będzie bardzo gorący, dodaję grzyby i nie mieszam ich! Czekam 1 – 2 minuty i dopiero wtedy mieszam, ponownie mieszam po kolejnych 2 minutach.
  • Gdy grzyby będą złote wlewam sos sojowy, miód i intensywnie mieszając odparowuję płyn. Boczniaki przekładam na papierowy ręcznik żeby odsączyć je z nadmiaru tłuszczu.
  • Na koniec bigos doprawiam solą i pieprzem, w razie potrzeby dodaję więcej miodu lub innego słodzika. Dodaję boczniaki, mieszam i podaję z chlebem lub z ziemniakami. Najlepszy jest następnego dnia.IMG_2101

Jesienne osiędbanie (ciasto dyniowo-mandarynkowe)

IMG_2038

Czuła się bezpiecznie, odizolowana i absolutnie zobojętniała pod warstwą swetrów, w wysokich butach i w płaszczu od deszczu, głęboko schowana w ciepłym wnętrzu mokrej wełny i czystego sumienia” Tove Jansson, Wiadomość

Nie jest trudno opuszczać tymczasowe otoczenie i ludzi, którzy stali się na tyle bliscy, że człowiek uroni po nich łezkę, ale za pół roku staną się niewyraźni i nieprawdziwi. […] … a wszyscy ci mali ludzie, których się spotkało, którzy ci pomagali lub cię denerwowali, w końcu staną się tylko kilkoma rozmazanymi pociągnięciami ołówka w bardzo starym szkicowniku.” Tove Jansson, Listy Tove Jansson

IMG_1308

Listopad był jedną wielką mozaiką uczuć i zdarzeń, a działo się wiele. Wiadomo, to co pozytywne, pomogło przetrwać ten trudny miesiąc. Jeśli chodzi o mniej ciekawe sytuacje, to ich pojawienie się pomogło mi co nieco zrozumieć i przy okazji zweryfikować kto i co jest w życiu ważne, a czym nie warto się przejmować.

Przy obecnym zabieganiu, masie obowiązków i zajęć, doceniam wszystkie te chwile, które są dla mnie wyjątkowe (z różnych względów). Przypomniałam sobie artykuł Blimsien o „osiędbaniu” (tutaj i tutaj) oraz jeden z wpisów na Facebooku Kobiety na zakręcie (@ubranawmoc). Dlatego ten weekend był moim osiędbaniem, dzięki przyjemnościom, które sobie zaplanowałam, ale również dzięki ludziom, z którymi go spędziłam. Mnóstwo wyjątkowych chwil, dużo ciepła, uśmiechu, rozmów i cudownych miejsc.

Teraz, już przy końcu weekendu, pora na ciąg dalszy dbania o siebie: herbata z lipy z miodem i cytryną, książka („Szlaki. Opowieści o wędrówkach” R. Macfarlane) i masa pięknych wspomnień 🙂

ciasto_dyniowe

————————————————————————————————————–

Kulinarnie: ciasto dyniowo-mandarynkowe

IMG_2040

Pyszne, wilgotne i miękkie ciasto dyniowe o zapachu mandarynek i wanilii. Proste i szybkie w przygotowaniu, zwłaszcza, jeśli korzysta się z wcześniej przygotowanego puree dyniowego (ja wygrzebałam z zamrażalnika już ostatni zapas…). Warto się skusić 😉

Przepis znalazłam tutaj.

IMG_2037

Składniki:

250 g (250 ml) puree z pieczonej dyni (przepis tutaj)

225 g mąki pszennej (1 i 1/2 szklanki o poj. 250 ml)

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka sody oczyszczonej

200 g masła

1 szklanka cukru

1 łyżeczka cukru waniliowego lub 2 łyżeczki ekstraktu z wanilii

skórka starta z 2 mandarynek

3 jajka, oddzielnie żółtka od białek

Polewa: 50 g białej czekolady lub 5 łyżek cukru pudru lub 3 łyżki dżemu pomarańczowego lub mandarynkowego

IMG_2042

Przygotowanie:

  • Tortownicę o średnicy ok. 23 – 24 cm smaruję masłem, spód wykładam papierem do pieczenia. Przygotowuję puree z dyni. Piekarnik nagrzewam do 180 stopni C. Mąkę przesiewam do miski razem z proszkiem do pieczenia, mieszam i odstawiam.
  • Do garnka wkładam pokrojone na kawałeczki masło, roztapiam na małym ogniu co chwilę mieszając (nie podgrzewać za mocno). Dodaję cukier oraz cukier waniliowy i mieszam. Odstawiam z ognia.
  • Mus z dyni wkładam do miski, dodaję skórkę z mandarynki i wlewam roztopione masło z cukrem, mieszam i studzę. Odkładam pół szklanki otrzymanej masy na polewę. Do reszty dodaję żółtka i mieszam.
  • Białka ubijam na sztywną pianę. Do oddzielnej miski przesiewam mąkę i mieszam z proszkiem do pieczenia oraz sodą.
  • Delikatnie łączę składniki suche i mokre oraz pianę z białek – mieszając wolno łyżką, tylko do połączenia się składników.
  • Masę wykładam do tortownicy. Wstawiam do nagrzanego piekarnika i piekę przez ok. 40 – 45 minut lub do suchego patyczka. Wyjmuję z piekarnika i odstawiam do wystudzenia.
  • Polewa: do odłożonej masy dodaję roztopioną czekoladę lub cukier puder lub dżem pomarańczowy, mieszam. Polewam po cieście gdy będzie już ostudzone.